Zawód: dziennikarz sportowy. Bez nas nic byście nie wiedzieli

Niesamowitych rozmiarów gównoburzę rozpętał mój ostatni felieton o Ewie Swobodzie. I jak to w życiu bywa – część przyjęła go z aprobatą, a część – zaraz po tym jak raczyła go skomentować sama zainteresowana – wylała na mnie hektolitry gnoju. Wasze święte prawo. Nie chcę tu wchodzić w polemikę, bo mimo, że wiele osób w ciągu ostatnich dni mnie zapewniało, że nie mam prawa mieć odmiennego zdania, to ja – naiwnie dostrzegający resztki demokracji w Polsce – dalej uważam, że każdy może uważać sobie w jakimkolwiek temacie, co mu się podoba. Dlatego też gnój spłynął po mnie niczym woda po kaczce, ale nasunęło mi się pewne przemyślenie dotyczące zawodu dziennikarza sportowego. Podzielę się nim z Wami – zacznijcie już kwiczeć.

(fot. pxhere)

Wśród wielu hejtów kierowanych pod moim adresem, niczym Hare Kryszna powtarzał się jeden: gość, co sam w sporcie nic nie osiągnął nie ma prawa krytykować jednej z najlepszych polskich sprinterek (chociaż niestety wiele wskazuje na to, że niebawem będzie to eks-sprinterka), bo sam by się spocił w drodze do Biedronki po parówki. Niewykluczone, że tak by się stało – grzeje ostatnio jak cholera, więc pewnie poszedłbym jeszcze z gołą klatą. Chociaż ze sportem miałem naprawdę wiele wspólnego jako zawodnik przeróżnych dyscyplin, to zgadzam się – nic w nim nie osiągnąłem. Jednak droga, którą przebyłem zaprowadziła mnie do miejsca, w którym dzisiaj jestem. A jestem na pozycji gościa, który śmiało przelewa na papier swoje myśli, nawet jeśli sfora baranów będzie z zawiścią beczeć, mając pary w palcach na tyle, by wypocić coś w komentarzu na fejsie. Jestem w gronie dziennikarzy, a zwłaszcza tych sportowych – wielu już poznałem, jeszcze więcej poznam, dlatego coś Wam o nich powiem.

Wiecie jak wygląda przeciętny dziennikarz sportowy? Nie, nie łudźcie się, że opiszę Wam teraz Macieja Kurzajewskiego, Olka Dzięciołowskiego, Mateusza Borka, Macieja Jabłońskiego czy inną reprezentatywną gębę z telewizji. Tacy w tym środowisku występują, ale w mniejszości. Zazwyczaj dziennikarz sportowy to gość, który na pięć minut przed pierwszym gwizdkiem sędziego szybko kończy pisać lead do relacji na żywo, żeby jeszcze zdążyć na fajkę, bo następna dopiero za niecałą godzinę. To gość, który nierzadko może przez pół zawodów siedzieć w press roomie i zajadać się tym, co organizatorzy przygotowali dla mediów. Powiem więcej, ostatnio widziałem zestawienie, które ukazywało, że ze wszystkich grup zawodowych najwięcej alkoholu w Polsce spożywają dziennikarze. I wiecie co – to jest cholerna prawda! Nie poznałem jeszcze dziennikarza, który by wylewał za kołnierz. Więcej, niektórych widzę sączących browarki w czasie pracy. Przykład w końcu idzie z góry – taki był przecież Paweł Zarzeczny, którego uznaję za jednego z najlepszych dziennikarzy jakich Polska dała światu. Tacy też są inni, m.in. ci, z którymi Zarzeczny pracował. Tacy też są ci, którzy w swojej karierze tyle nie osiągnęli i muszą się zadowolić posadką w lokalnej redakcji.

Takie jest właśnie w większości grono dziennikarzy sportowych – nasz tryb życia nierzadko nie ma wiele wspólnego ze sportem. Związane są z nim nasze zainteresowania. Nie żyjąc jak sportowcy, opisujemy ich wszystkie starty, sukcesy, porażki, kontuzje, tragedie i to w każdej dyscyplinie. Tworzymy content, który potem możecie zobaczyć w telewizji, przeczytać w gazecie, na portalu lub usłyszeć w radiu. Choć sami myślicie, że jest inaczej, to w dużej mierze my tworzymy Wasze opinie. Nasza praca obejmuje wszystko, co nazywane jest czwartą władzą. I wiecie co? Może często nie żyjemy jak sportowcy, ale bez nas nic byście nie wiedzieli i żaden z Was nie mógłby się wymądrzać w sieci i ciskać gromy w „pseudoredaktorów”. Bo gdzie byście znaleźli interesujące Was informacje? W końcu nie każdy kibic uprawia sport i może coś powiedzieć z autopsji. Zatem pisanie, że ktoś kto nie uprawia sportu, nie powinien o nim pisać, jest tak samo bezsensowne jak twierdzenie, że czytelnik nie może krytykować dziennikarza, bo sam nim nie jest. A dobrze wiadomo, że jest zupełnie inaczej. Jeśli chcecie to z tym dyskutujcie, ale wiedzcie jedno – cokolwiek napiszecie, by to obalić, to i tak nie macie racji.

Wasz ulubiony,

Jakub Strzelka

1 comment

  1. Michał - Odpowiedz

    Pierdolisz jak potluczony a twoje pisanie o sporcie to nie jest dziennikarstwo i relacja tylko frustracja spoconego grubaska, który jak sam przyznał nic w sporcie nie osiągnął. Zanim zaczniesz pieprzyc kto się skończył zasnanow się dlaczego ty się nawet nie zacząłeś.

Leave Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress