Wszyscy strajkują, piłkarze również

Żyjemy w kraju malkontentów. Naszą narodową cechą jest narzekanie, a niezadowoleni ze swojej pracy obywatele strajkują. Robią to także piłkarze, którzy takim zachowaniem potrafią podpisać wyrok na trenera.

Przez polską piłkę przeszła fala zwolnień trenerów. Z pracą w Lotto Ekstraklasie pożegnali się Zbigniew Smółka, Kibu Vicuna, Adam Nawałka i Ricardo Sa Pinto. Z Górnika Łęczna wyleciał też Franciszek Smuda, a Widzew Łódź zwolnił Radosława Mroczkowskiego. Wiadomo, że wyniki to główny powód zmian szkoleniowców. Tak było też tym razem, a złożyło się na to kilka czynników, a tym głównym była oczywiście słaba gra zespołu.

W minionych latach piłkarze często decydowali o losie trenerów. Dogadywali się w sprawie sprzedawania meczów. Tak samo robili jeśli chodzi o swoją grę. Gdy korupcja hulała pełną parą, trenerzy byli tylko dla picu, bo wyniki spotkań były ustalane wcześniej. Dzisiaj korupcji w polskiej piłce już nie ma, ale piłkarze nadal mogą podkładać kłody pod nogi trenera.

Mechanizm jest prosty. Gdy do klubu przychodzi zbyt wymagający trener, mający swoje zdanie i zapędy dyktatorskie, to od razu jest skreślony. Nie ma szans na dogadanie się z piłkarzami. Tak było z Danem Petrescu i Michałem Probierzem w Wiśle, a ostatnio z Adamem Nawałką i Ricardo Sa Pinto. Portugalczyk ma tak zaborczy charakter, że w żadnym klubie nie pracował nawet rok. Najdłużej, 364 dni, spędził w Standardzie Liege. W Legii nie szło mu najgorzej. Miał średnią 1,98 punktu na mecz. To jego druga najlepsza średnia w karierze. W 2013 roku pracując w Crvenie Zvezdzie Belgrad zdobywał 2,13 punktu na mecz. Jednak ze względu na swój charakter wyleciał już po trzech miesiącach.

Tak samo było z Jose Mourinho w Manchesterze. Przecież piłkarze United nagle po jego odejściu nie nauczyli się grać w piłkę. Po prostu wcześniej nie chcieli umierać za trenera, nie dawali z siebie wszystkiego i przygoda Portugalczyka z trzykrotnym zwycięzcą Ligi Mistrzów szybko się skończyła.

Taktyka, skład, przygotowanie fizyczne, to wszystko składa się na sukces. Najważniejsi są jednak sami piłkarze. Nawet najlepsi, prowadzeni przez genialnego taktyka, z którym nie mogą dogadać się w szatni, nie osiągną sukcesu. Sukcesy biorą się z dobrej atmosfery. Wyzwaniem dla każdego trenera jest właśnie zbudowanie atmosfery i zaufania wśród piłkarzy. Adamowi Nawałce udało się to w reprezentacji, ale w Lechu poszło już gorzej. Niestety Łukasz Trałka to nie Grzegorz Krychowiak, więc te same metody nie mogły wypalić.

Niestety taka postawa w naszej lidze jest nagminna. Nie ma etosu pracy. Najlepiej przyjść na dwie godziny do klubu, potrenować, jechać do domu i zagrać w weekend. Gdy trener wymaga czegoś więcej, piłkarze narzekają na przemęczenie, a to przekłada się na wyniki i zwolnienie trenera.

Lotto Ekstraklasa nie pójdzie do przodu, jeśli się to nie zmieni. Na szczęście są kluby, gdzie szkoleniowcy mają komfort pracy. Tak jest np. w Cracovii. Michał Probierz w pierwszych ośmiu meczach zdobył zaledwie 3 punkty, ale profesor Janusz Filipiak zaufał szkoleniowcowi i dobrze na tym wyszedł. Być może właściciel był trochę zniechęcony do futbolu i zmęczony ciągłymi zmianami trenerów, tego nie wiemy. Możemy tylko oceniać decyzję, jaką podjął, a ta była bardzo dobra. Niestety jest to wyjątek w naszych warunkach, bo w większości dyktują je piłkarze i to od bezpośrednio od nich zależy los trenerów.

Michał Przybycień

Leave Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress