Widziałem busa

Dla fanów „czarnego sportu” rozpoczął się najgorszy okres – jesienno-zimowy. Wraz z coraz mniejszą liczbą liści na drzewach, w mediach, głównie internetowych, pojawia się mnóstwo plotek dotyczących ruchów transferowych. I nie tylko takich.

Trudno o nich wszystkich wspomnieć i nie o tym będzie ten tekst. Wolałbym raczej trochę to potępić. O ile za małego chłopaka kręciły mnie spekulacje, tak teraz robi się to niesmaczne. A najbardziej plotkują dorośli faceci. Na tarnowskim podwórku teoretycznie nie wiemy nic, bo oficjalnie kontrakty podpisywać można dopiero w listopadzie, ale pewne informacje wypływają od dawna. Na forum można wyczytać skład, który na 99% się potwierdzi. W Częstochowie np. wrzucają zdjęcie z prezesem, przy nim dwóch zawodników, po czym pod fotografią dodaje się podpis w stylu „miła kawa i…”. Tylko głupi nie zorientuje się, że bracia Miśkowiakowie podpisali tam kontrakt. A nie, przepraszam. Na razie tylko uścisnęli dłoń prezesa i umówili się, że go podpiszą. Naturalnie, przyszli na małą czarną.

Nie mam obiekcji co do tego, że klub wcześniej dogaduje się z danym zawodnikiem. Ale skoro tak, to po co trzeba z oficjalnymi komunikatami czekać aż do początku listopada? No tak, z drugiej strony, o czym pisałyby media? O czym pisałbym ja sam? Ja chcę się wyżyć, choć zrobię to dziś nieudolnie.

„Najlepsze” są sprzeczne komunikaty. Na jednym portalu zawodnik x podpisze kontrakt z klubem z. Na drugim portalu ten sam zawodnik x na pewno nie podpisze kontraktu z klubem z. Dwie „pewne” informacje, dodane na przestrzeni dwóch godzin. Małpi cyrk, wpuścić jeszcze klauna.

Kibice lubią też sformułowanie, „widziałem busa”. Teraz, już nieco prześmiewczo, ale jeszcze jakiś czas temu wielu tak właśnie mówiło zupełnie poważnie. „Widziałem busa zawodnika x w naszym mieście. Podpiszemy z nim kontrakt”. I później całe osiedle, miasto, pobliskie wioski, forum internetowe. Oczywiście rzadko kiedy, miało to jakiś związek z rzeczywistością. Wyolbrzymiam i nabijam się z tego, ale plotka dźwignią sensacji.

To wszystko przypomina mi trochę obłęd, który aktualnie przeżywamy na ulicach. W mojej rodzinnej miejscowości całe ogrodzenie parku wyklejone jest plakatami wyborczymi. Gorzej niż w Krakowie. Włączam telewizję i widzę kolejne durne obietnice kandydatów na prezydenta Warszawy. Jedna mądrzejsza od drugiej, a media biorą i nakręcają całą otoczkę, łykając wszystko jak pelikan. Dać łopatki i wrzucić ich wszystkich do piaskownicy. Wybaczcie, że wkroczyłem nieco na politykę, od której ogólnie stronię, ale ona też mocno obecna jest w żużlu i całym sporcie. Chociaż może właśnie na odwrót? Może trochę jej brakuje w tej dyscyplinie? Dla przykładu w Tarnowie prezydent ma w poważaniu speedway. W Krakowie? Dobrze wylansować się na jesiennym turnieju o pietruchę i nazwać zawody swoim nazwiskiem, ale zrobić coś więcej dla żużla w całym sezonie? No tak, zbliżały się wybory. Prezydent się przebudził. Zawsze to trochę głosów w Nowej Hucie. Wiadomo, są inne ważne potrzeby. Ale wy, kibice, na takie aspekty też zwracajcie uwagę. Aczkolwiek akurat w Krakowie nie ma co liczyć na pomoc miasta. W tych mniejszych ośrodkach, znaczenie jest większe.

Co ma wspólnego jedno z drugim? W ścisłym sensie niewiele. Ale cyrk odbywa się w obydwu przestrzeniach. W obydwu przypadkach atmosferkę podkręcają też media, które posuwają się do coraz głupszych metod. A wiecie co jest najgorsze? Do naszych ukochanych klubów przyjdą i tak zawodnicy, na których wybór nie mamy żadnego wpływu. W radach miast, sejmikach, na fotelach prezydenckich zasiądą ludzie, których owszem, w jakimś stopniu możemy spróbować wybrać i zmienić rzeczywistość. Ale ilu z nich później wywiąże się chociaż z 10% obietnic? Dziękuję, dobranoc. Cisza wyborcza tuż, tuż. Cisza, jak i ta w żużlu przed 1 listopada.

Amadeusz Bielatowicz

Leave Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress