Wcale nie musi być tak kolorowo, czyli jaka przyszłość przed reprezentacją polskich siatkarzy?

Po raz drugi z rzędu zostaliśmy mistrzami świata, z drużyny nikt nie odchodzi jak to miało miejsce 4 lata temu a w dodatku będziemy wzmocnieni najprawdopodobniej najlepszym siatkarzem świata – Wilfredo Leonem. Wydaję się, że nic tylko „kosić” kolejne medale. Oby tak było, ale ktoś kto uważa, że teraz będziemy hegemonem myśli zbyt romantycznie…

Nie jestem zdziwiony kiedy słyszę głosy kibiców którzy „trąbią”, że teraz wraz z Leonem będziemy wygrywać co się da. Wcale im się nie dziwię. W końcu uznawany za najlepszego zawodnika siatkarz dołącza do najlepszej drużyny świata. Czysta logika. Dziwię się natomiast ekspertom, fachowcom, osobom, które na siatkówce „zjadły zęby”, którym tak łatwo przychodzi wieszanie medali na szyjach polskich siatkarzy. Życzyłbym sobie aby tak było, ale sport to inna materia jak każda inna i w tej dziedzinie dwa plus dwa nie zawsze równa się cztery.

Obym się mylił, ale śmiem twierdzić, że drugiego takiego turnieju Bartosz Kurek już nie zagra. To była jak sam przyznał jego najlepsza siatkówka w życiu. W tym turnieju był po prostu kosmitą. Poza zasięgiem. Kurek dysponuje olbrzymim potencjałem, bez cienia wątpliwości. Natomiast uważam, że taki turniej gra się raz w życiu. Mam wrażenie, że takich występów można się doliczyć na palcach dwóch rąk w historii całej dyscypliny.

Tak, dołącza do nas siatkarski Messi czy jak inni wolą Ronaldo. Pierwsza rzecz to pytanie jak on zaaklimatyzuje się w drużynie? Jak odbierze tę otoczkę jaka panuje wokół polskiej reprezentacji? Czy będzie w stanie udźwignąć presję jaka niewątpliwie będzie panować wokół dołączenia jego osoby do kadry? Kolejne pytania dotyczą jak będzie wyglądała kadra już z Leonem w składzie. Z pewnością z nim na boisku ten rozkład dystrybucji rozgrywającego będzie nieco inny. To na nim będzie ciążyła największa odpowiedzialność zdobywania punktów. To są pytania czy zagadnienia, na które odpowiedzi nie są oczywiste. Bo poza czynnikiem siatkarskim, w moim przekonaniu ważniejszym będzie inny – ludzki. Musimy pamiętać, że drużyna w pierwszej kolejności to zespół osobowości, relacji interpersonalnych. I fakt czy jest między nimi chemia, tzw. team spirit ma duże znaczenie w kontekście sukcesu. Bartosz Kurek w wywiadzie powiedział jedną interesują rzecz: „ W sporcie, w siatkówce wszyscy grają na określonym, zbliżonym do siebie poziomie. Wtedy właśnie o sukcesie decyduje ten czynnik poza siatkarski”.

Ciekaw też jestem jak będzie wyglądał sposób prowadzenia kadry w drugim roku pracy przez Vitala Heynena. Do tej pory dał się poznać jako szaleniec, cyrkowiec i w pewnym sensie wariat. Można stwierdzić, że „kupił grupę”, zjednał do sobie zawodników i scalił ich jako grupę. I co najważniejsze osiągnął sukces. Teraz rzeczywistość jest zupełnie inna. Jesteśmy mistrzami świata, wzmacnia nas Leon a także będzie ciążyła na nas duża presja. Jaką „twarz” w tym nowym „świecie” przyjmie Heynen? Czy dalej będzie stosował tak oryginalne metody treningowe, reagował tak ekspresyjnie i prowadził kadrę w dość specyficzny sposób?

Nie zapominajmy również, że od dłuższego czasu zawsze rok po sukcesie przychodzi kryzys. Na pytanie dlaczego tak się dzieje jeszcze nikt nie zna odpowiedzi. Warto też myślę zwrócić uwagę, że sukcesy siatkarzy przychodzą w momencie kiedy nie są w gronie faworytów. Tak było w przypadku każdego zdobytego medalu począwszy od srebra podczas MŚ w 2006 roku w Japonii. Fakty są takie, że w obecnej rzeczywistości siatkarze będą grali pod olbrzymią presją i każdy brak medalu będzie oznaczał zawód.

A o te medale wcale nie będzie łatwiej. Tytuł mistrza świata nie czyni z nas faworyta. Bo takie pojęcie jak faworyt w mojej opinii nie istnieje. Co najwyżej można mówić o kandydatach z większymi czy mniejszymi szansami. Jakże często drużyny uznawane za sportowo lepsze, dysponujące większym potencjałem przegrywały. Dlaczego? Bo potencjał to jedno a mecz, boisko to drugie. To nie przypadek, że właściwie podczas każdej kolejnej imprezy siatkarskiej zmieniają się drużyny na podium. To tylko dowodzi, że o sukcesie decydują detale, szczególiki. Dyspozycja sportowa, lepsza forma fizyczna  czy błąd sędziego. Przekładając to na siatkówkę 2-3 piłki mogą zdecydować czy wracasz jako zwycięzca czy przegrany. Miejmy na uwadze fakt, że podobnym, jeśli nie w przypadku kilku reprezentacji większym do naszego potencjałem sportowym dysponuje kilka innych reprezentacji: Brazylia, Rosja, Stany Zjednoczone, Włochy, Serbia, Francja. To już siedem. A przecież to tylko najsilniejsi. Drugie tyle stanowią zespoły, które nie raz udowodniły, że potrafią wygrywać z teoretycznie silniejszymi.

Wymagajmy dobrej gry, oczekujmy medali, ale nie wieszajmy ich przedwcześnie. To nie pomaga, a co więcej przeszkadza. Nie róbmy też tragedii z każdego braku miejsca na podium bo to tylko sportowa rzeczywistość. Jak w życiu tak i w sporcie jest sinusoida. Starajmy się patrzyć trzeźwym okiem, z dystansem a będzie nam łatwiej akceptować wyniki polskich drużyn czy sportowców.

Wojciech Głowacki

Leave Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress