Tradycji stało się zadość, czyli kadra bez jakości

Futbol to gra piękna, ale i pełna truizmów, które uszami wychodzą już niemalże wszystkim jego fanom. Jednym z największych jest słynne powiedzonko Garry’ego Linekera, który stwierdził onegdaj, że piłka to taki sport, w którym dwudziestu gości biega przez półtorej godziny za piłką, a na koniec i tak wygrywają Niemcy. Obecnie jeden z najbardziej porąbanych mundiali w historii zadaje temu kłam (chociaż dalej prawdą jest, że zwycięstwa z Niemcami można być pewnym dopiero, gdy ci siedzą już w autokarze). Nie można tego powiedzieć niestety o naszych reprezentantach, którzy wczoraj udowodnili, że biało-czerwony wpierdol na mistrzostwach świata to rzecz niemal tak pewna, jak głos Tomasza Knapika w co drugim filmie. Historia polskich mundiali – zwłaszcza ta najnowsza – pokazuje, że można było się spodziewać łomotu. Tylko, cholera jasna, z nimi przecież miało być inaczej…

(fot. Damian Pytlak)

Jakiś czas temu popełniłem felieton, w którym niczym dziecko radowałem się rozpoczęciem mistrzostw świata w piłce kopanej. Po pierwszym meczu Polaków czułem się jak rozpłakany bachor, któremu silniejszy starszak zabrał cukierki. Teraz z kolei czuję się oszukany. Bo podobnie jak miliony Polaków wykazałem się naiwnością godną właśnie dzieciaka. Czuję się oszukany przez tych, którzy mieli zapewnić nam chwile pełne wzruszeń, tak jak to było przed dwoma laty we Francji. Przecież sami mówili, że są teraz lepsi, bardziej zgrani, zbudowani sukcesem na Euro. Mieli wyjść z grupy – to był cel minimum. Dupa tam. Zamiast gryzących trawę walczaków, zobaczyliśmy bandę przestraszonych orłów wróbli, które latały w tę i z powrotem bez żadnego ładu i składu. I wiecie co jest w tym wszystkim najgorsze? My kibice wiemy, że oni zawalili sprawę. Do dzisiaj czujemy zawód, wkurwienie i smutek. Tymczasem ci, którzy do tego doprowadzili, teraz próbują nam wmówić, że tak naprawdę nic się takiego nie stało. Bo przecież wszystko było bardzo dobre i optymalne. I można byłoby znieść takie gadki. One również są w futbolu pewne. Tylko nie wtedy, kiedy selekcjoner udziela w ten sposób odpowiedzi na pytanie, co się stało, że się zesrało.

Tak, nadzieje na awans do 1/8 finału okazały się płonne i znów ukazały starą prawdę, że nadzieja matką jest głupich. Coraz bardziej płonna staje się także w społeczeństwie wiara w kadrę, która potrafiła porwać cały kraj i rzucić rękawice największym futbolowym potęgom tego świata. Jak tu jednak nie tracić wiary, kiedy Robert Lewandowski będąc liderem zespołu, na konferencji prasowej uchyla się od odpowiedzialności za fatalne mundialowe rezultaty i winę zwala na kolegów odpowiadając na pytania non stop w liczbie mnogiej. Nawet, kiedy te pytania dotyczą tylko jego. Nie podali, nie zagrali, nie dośrodkowali – oni, koledzy z zespołu. Tylko lider jest bez winy i nie ma sobie nic do zarzucenia. Nawet tego, że mundialu – jak sam przyznał – nie traktuje jako najważniejszą imprezę w życiu. Skoro nie traktuje, to przecież nie będzie zapierdalał jak dziki, by godnie reprezentować barwy narodowe. Miałby to robić? Dlaczego? Przecież mówił przed mundialem, że nie obiecuje dobrej gry. Tak, powiedział to gość, który plebiscyt France Football nazwał kabaretem, bo pismaki umieścili go w nim za nisko. I ten gość śmie mówić, że będąc na mundialu jednym z najlepszych napastników na świecie, nie obiecywał, że będzie potrafił walnąć bramę ogórkowi z ligi gwinejskiej. To logiczne, że mając „Lewego” w składzie należy spodziewać się słabej gry zespołu i tego, że będzie on dwukrotnie najgorszym zawodnikiem na boisku. Tylko ci głupi, polscy kibice tego nie wiedzieli. Doprawdy, daleko nam do niemieckich fanów.

Nie ma się co oszukiwać – byliśmy słabsi. Widać było różnicę między nami a rywalami. Walczyliśmy, ale na dziś mamy taką jakość piłkarską, a nie inną. Nie mogliśmy na to nic poradzić. Bez jakości piłkarskiej sama walka nie wystarczy. Mam poczucie, że zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy.

Powiedział na poniedziałkowej konferencji prasowej Lewandowski. Tak, to są jego słowa. Słowa, które ranią do żywego. Przecież my w tych piłkarzach upatrywaliśmy kandydatów do sensacji. Prawdziwych orłów, o których będziemy opowiadać wnukom. Tymczasem okazało się, że zabrakło jakości piłkarskiej… Nie wiadomo, co myśleć w takich momentach. Spójrzmy na kluby, w których grają kadrowicze: Bayern, Juventus, Sampdoria, Wolfsburg, Borussia, Anderlecht, Southampton, Monaco, Łudogorec, i tak dalej, i tak dalej. Popatrzmy teraz na kluby, w których występują nasi grupowi rywale (niekoniecznie mam tu na myśli Kolumbię). Wniosek nasuwa się sam. Nikt – ale to absolutnie nikt – nie wmówi nam, że tej kadrze brakuje jakkolwiek jakości piłkarskiej. Nikt też nie powie, że więcej ma jej Panama, Egipt, Maroko, Iran czy jakaś Arabia Saudyjska. Jednak to właśnie te zespoły zagrały w każdym meczu przynajmniej o jeden poziom lepiej niż nasze orły nieloty. To po prostu słaba wymówka, która jednak coś o tej kadrze mówi. Niestety nic dobrego. Lewandowski stwierdził, że ma poczucie, że Polacy zrobili wszystko, co mogli. Ja mam z kolei przekonanie, że nie zrobili nawet połowy tego, co powinni. Na czele z kapitanem. Bo trzeba to przyznać szczerze – póki co to właśnie on jest największym zerem tego turnieju w polskiej kadrze.

Na koniec jeszcze jedno. Oglądam sobie vlogi, które Łukasz Wiśniowski nagrywa na kanał „Łączy nas piłka”. Dobra robota, ale od wczoraj zastanawiam się, czy to nie te vlogi najbardziej nadmuchały balonik, który pękł z hukiem w niedzielny wieczór. Ja jednak nie o tym. Na jednym z filmików Piotr Zieliński obstawiał finalistów mundialu i tych, co mogliby o finał powalczyć. Powiem tak – Polski tam nie było. I wiecie co? Zabolało. Zabolało jak cholera. Nawet nasz reprezentant nie wierzył, że jeszcze można odnieść sukces na tym turnieju. Jak miał pokazać czas, tak też grał. Bez wiary w powodzenie. W tym momencie wiedziałem, że przegramy z Kolumbią. Jednak jeszcze się łudziłem. Bo podobnie jak miliony polskich kibiców miałem marzenie i wiarę w polską kadrę. Niestety, zostaliśmy z nich ograbieni. Przez tych, którzy bez wiary i nadziei grali. Przez – o zgrozo – naszych reprezentantów. Kończę już. Panowie, naprawdę w was wierzyliśmy… Zjebaliście to naprawdę koncertowo. Tak jak wasi mundialowi poprzednicy. A przecież z wami miało być inaczej.

Jakub Strzelka

Leave Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress