Stacja Tarnów i szalony gołąb

„Rozkręcili się, chłopcy” – jak powiedziałby Cezary Pazura, a właściwie Fred z filmu „Chłopaki nie płaczą”. Sezon żużlowy ruszył na dobre, za nami pierwsze kolejki i wstępne rozdania. Co wiemy, czego możemy się spodziewać, co nas zaskakuje już na starcie? Komu brakuje luzu?

Lament i płacz

Powyższy śródtytuł właściwie też powinienem wziąć w cudzysłów, bo to może nie do końca taki płacz na poważnie. Kibice jednak lamentują, że prezes nieudolny, że to kpina z fanów, że można było coś zrobić. Do czego piję? Stacja Tarnów-Mościce. Zatrzymajmy się na niej na chwilę. Wysiadamy z pociągu na odnowionym peronie. Przechodzimy tunelem, a wychodząc z niego, spoglądamy w lewo i widzimy zdezelowany, zamknięty, brudny i rozwalający się budynek dworca. Trochę dalej jest Stadion Unii, na który zmierzają kibice. Zimno było na ostatnim meczu z Ostrovią, ale czego się spodziewać po kwietniowych nocach? Zwłaszcza, że mieliśmy załamanie pogody. To też był dla wielu problem. Uff, na szczęście była transmisja – pomyślało pewnie wielu kibiców, którym trudno włożyć cieplejszą kurtkę i pójść na ukochany sport.  

Sam stadion w Tarnowie nie wygląda jeszcze jak wspomniany dworzec, ale jego niektóre fragmenty bardzo się do niego upodabniają. Kibice po przegranym domowym meczu narzekają, że prezes zawalił i nie ściągnął minimalnego zastępstwa za kontuzjowanego Artura Mroczkę, który tydzień wcześniej w wyjazdowym, zwycięskim meczu w Gdańsku, doznał złamań w obydwu rękach. Mecz z Ostrowem przegrany czterema punktami, a więc minimalnie. Rzeczywiście, kawałek żużlowca zamiast trzeciego juniora w składzie, który nie gwarantował żadnych punktów, a Unia pewnie byłaby na Wielkanoc pewnym liderem z trzema wiktoriami na początek sezonu. Wygrana w Gdańsku była nieco nadprogramowa, więc można by rzec, że status quo zachowane. O co ten lament i krokodyle łzy?

Drodzy kibice, powiedziano wam już na początku, że klub nie za bardzo pragnie wracać do Ekstraligi w tym sezonie. Być może nawet nie zostałby tam wpuszczony przy obecnym stanie Stadionu, który Miasto Tarnów najwyraźniej ma głęboko w nosie od lat. Mówił prezes, mówili działacze, podobno nawet spiker podczas pierwszego spotkania domowego, że to rok na „przeczekanie”. Czujecie ironię? Bardzo dobrze. Takich rzeczy nie powinni chyba wypowiadać głośno, bo fani się odwracają. Skoro o nic nie jedziemy, „przeciętny” kibic nie przyjdzie wydawać pieniędzy na drużynę, która jego zdaniem, jest bez aspiracji. Moje stanowisko jest takie, że Tarnów powinien jechać o pełną pulę. A potem ewentualnie odpuścić, podziękować, zrobić komuś miejsce. Pamiętajcie też, że do wygrania I ligi daleka droga. Po trzeciej kolejce rozprawiać i narzekać, jest zwyczajnie bez sensu, zwłaszcza, że drużyna ma dwie wygrane za sobą. Zastępstwo za Mroczkę? Podobno ma jakieś być. Ta drużyna ciągle ma szansę zaskoczyć. Nie lamentujmy zbyt wcześnie, sezon jest długi, pełen niespodzianek.

Zatrzymajmy się jeszcze raz pomiędzy budynkiem dworca a stadionem. Popatrzmy w jedną i drugą stronę. No właśnie, czy to ekstraligowy klimat? Niech każdy sobie odpowie we własnym zakresie, biorąc pod uwagę nie tylko infrastrukturę, ale też zarządzanie Unią w ostatnich latach. Złoto w roku 2012, potem trzy razy brązowy medal, stopniowe osłabianie drużyny i właściwie same już chudsze lata z epizodami w Ekstralidze i lepszymi momentami. Czy tak to powinno wyglądać? Stacja Tarnów-Mościce jest symbolem. No właśnie, zatrzymać się i wysiąść, czy jechać dalej?

Koziołki harcują

W Ekstralidze dwie kolejki za nami. Lepszego powrotu i inauguracji chyba nie mogli sobie wymarzyć w Lublinie, gdzie miejscowy Motor pokonał w pierwszym spotkaniu GKM Grudziądz. „Koziołki”, skazywane od początku na spadek, pokazują, że trzeba na nich stawiać. W drugiej kolejce nie tak dużo zabrakło, a lublinianie mogliby pokusić się o sensację w Gorzowie. Przegrali ostatecznie ośmioma punktami, ale wstydu to nie przynosi. Nie chcę za bardzo słodzić, ale beniaminek na razie zasługuje na pochwały. Jak będzie dalej, czas pokaże. Mimo wszystko, to będzie trudny sezon dla Motoru. Ale dobry początek zawsze robi nadzieje i buduje morale.

Czy ktoś zatrzyma Unię Leszno w tym roku? Pytam poważnie. „Byki” nie uprawiają harców. To po prostu pewna dominacja i zero przypadku. Najpierw w meczu u siebie ze Spartą Wrocław, a w ostatniej rundzie na wyjeździe w Toruniu. Przypomnieć należy, że zaczęli ligę bez Jarosława Hampela. Co będzie, jak wróci? Odpowiadam, będzie jeszcze lepiej. Walnę tutaj banałem, że żużel jest nieprzewidywalny, ale nic na ten moment nie wskazuje na to, by ktoś mógł stanąć na drodze Leszna. To prawdopodobnie będzie ich sezon – po raz trzeci z rzędu. Czemu prawdopodobnie? No głupio, mimo wszystko, robić z kogoś mistrza po drugiej kolejce.

Wilki gryzą

W telegraficznym skrócie przelatujemy przez wszystkie ligi. Zobaczmy, co w trawie piszczy w ostatniej dywizji. Jak na razie, raczej zgodnie z planem. Liderem po dwóch meczach Wilki z Krosna, które udowadniają, że mają duże apetyty – nie bójmy się tego – na awans. Łatwo pewnie nie będzie, bo chrapkę na coś więcej niż sam play-off ma Kolejarz Opole. Na plus na razie jedzie też Polonia Bydgoszcz, co może cieszyć kibiców nad Brdą. Na inaugurację ligowych emocji czekają wciąż w stolicy Małopolski. Wanda objechała jeden wyjazd, przegrywając w Krośnie, ale pierwszy mecz w Krakowie dopiero w ostatni weekend kwietnia. To może być wyjątkowo krótki sezon dla tamtejszych fanów.

Gołąb, co lwem się zabawił

W takim razie, którym chłopakom brakuje luzu? Zapytałby Bolec ze wspomnianego na początku filmu. Na razie trudno oceniać. Na pewno nie brakuje go w Lesznie. Resztę ekip sezon zacznie dopiero weryfikować, bo po Świętach nabierze on prawdziwego rozpędu, zaczną się też turnieje cyklu Grand Prix czy liga szwedzka. Żużlowa karuzela ruszyła i to jest najważniejsze.

Podczas ostatniej kolejki luzu na pewno nie zabrakło jednemu z pracowników GKM-u Grudziądz, który wcielił się w klubową maskotkę gołębia. Podszedł on pod trybunę gości z Częstochowy z małym lwem-maskotką i dopuścił się obscenicznych scen. Spokojnie, nie rozebrał się, ale wykonał gesty, które jasno wskazują na – nazwijmy to – świństwa dla dorosłych. Całość może nawet wielu rozbawiła (no dobra, mnie trochę też). Umówmy się, kibice z Częstochowy na pewno nie krzyczeli do niego: „panie gołąb, ładne masz Pan piórka”. Ale mimo wszystko, pracownik klubu powinien zachować spokój. W późniejszym oświadczeniu przeprosił i tłumaczył, że lwiątko chciał przekazać fanom gości, mając przy tym dobre zamiary, ale ci go sprowokowali. Pan Gołąb – tak go sobie nazwę, wnioskując po oświadczeniu, że był to mężczyzna – nie wytrzymał, puściły nerwy, przepaliło styki. Gdyby było bardzo ciepło, tłumaczyłbym to zagotowaniem się pod futrem. Pan Gołąb za zabawę został zwolniony z pracy. Wiedziałem, że te ptaki bywają upierdliwe, ale że lubią lwy i są tak wulgarne? Generalnie, niezłe jaja. To pewnie tak pod te Święta.

Życzę Wam Zdrowych, spokojnych, rodzinnych i radosnych Świąt Wielkiej Nocy. Co prawda bez emocji ligowych, jak było w zwyczaju dawniej, ale będzie mecz Polska-Reszta Świata w Rzeszowie. Kto może, niech zaglądnie. Jedna z niewielu okazji w tym roku, by usłyszeć warkot motocykli w stolicy Podkarpacia.

Amadeusz Bielatowicz

Leave Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress