Quo vadis Wisło

Stajnia Augiasza. Syf, kiła i mogiła. Organizacyjnie – Stal Mielec. Istnieje tak wiele przymiotników i zwrotów, lecz – zaryzykuję tezę – żaden z nich nie jest w stanie w pełni oddać sytuacji, w jakiej znalazła się krakowska Wisła.

Miał być inwestor, inwestora nie ma. Stowarzyszenie Kibiców zwalnia trenera. Wypłaty, a raczej ich brak. CBŚ wpada do siedziby klubu. Klub opłaca, bagatela, trzech trenerów. Klub nie ma pieniędzy. Klub nie ma stadionu. Klub ma za to kibiców, ale i ich powoli zaczyna brakować.

Mógłbym tak wyliczać, wymieniać, ciągnąć w nieskończoność ten łańcuszek porażki i upokorzenia. Ale, jak to się zwykło powiadać, nie kopie się leżącego.

Gdy Towarzystwo Sportowe Wisła obejmowało stery w klubie po skandalu z uczestnictwem Jakuba Meresińskiego, pojawiło się światełko w tunelu. Na lepsze jutro, a może i pojutrze odzyskania dawnego blasku Białej Gwiazdy

Marzenie ściętej głowy, albo inaczej – utopia. Zwał jak zwał.

***

Problemy zamiatane pod dywan uderzyły ze zdwojoną – mało powiedziane – siłą. Mydlenie ludziom, a zwłaszcza kibicom, oczu, zaklinanie rzeczywistości stało się chlebem powszednim dla zarządu. Zarządu, który nieustannie przekonywał o dobrze prosperującym projekcie, jakim jest Wisła (czy w ogóle był?).

Wisła jest bez kasy, zawodników, bezdomna. Wisła ma bogatą historię. Tyle. A szkoda, bo zasługuje na więcej.

Zasługiwać to raz, postępować to dwa. W moim mniemaniu pani Sarapata i pan Dukat w swoim zasobie słów posiadają tylko jedno z nich (mała podpowiedź: nie jest nim ‚postępować’). Bo gdzie był zarząd gdy kończyła się umowa z miastem? Kolejna wskazówka: na plażach w Turcji. Za pieniądze klubu, rzecz jasna.

***

Wiśle starcza pieniędzy na opłacenie stadionu na – uwaga – dwa mecze (!). Nie zdziwi mnie sytuacja, w której do miasta Kraków nie wpłyną pieniądze, w związku z czym prezydent orzeknie: „dzisiaj sobie nie pogracie”. Jutro też. Pojutrze was już nie będzie. W Ekstraklasie.

Niesamowity upadek. Porażka sportowa, a przede wszystkim organizacyjna. Nie zapomnę, jak prezes Dukat przekonywał mnie, że nie będzie problemu z zorganizowaniem pieniędzy w przypadku dalekich wyjazdów w ramach europejskich pucharów. Cóż, pucharów nie ma, pieniędzy zresztą też. Ironia losu.

Aby w klubie zapanowała upragniona stabilizacja, musi pojawić się ktoś pokroju Cupiała. Z portfelem bez dna. Tak się jednak nie stanie, ponieważ żaden szanujący się inwestor nie wpakuje się w bagno przy ulicy Reymonta 22.

A kibicom szczerze współczuję. Oglądać jak ukochany klub przeżywa agonię i nieustannie podpinany pod kroplówkę cudem pozostaje przy życiu… dla prawdziwie oddanych ból nie do opisania. Z drugiej strony, jeśli nie oni, Wisły nie uratuje już nikt i nic.

Jan Broda

Leave Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress