Potrzebny czarodziej

Idzie wiosna, idą zmiany – w żużlowym Grand Prix, choć głównie na treningach do poszczególnych turniejów. Zaglądniemy też trochę na krakowskie podwórko, czy wiatr, który dziś mocno wieje w stolicy Małopolski, przynosi ze sobą jakąś nutkę optymizmu.

Nowa (F)ormuła

Ostatni tydzień, fanom sportu – a zwłaszcza tym, którzy lubią ryk silników – mijał pod znakiem testów bolidów Formuły 1 przed zbliżającym się wielkimi krokami sezonem. To wyjątkowe dni, bo już wkrótce po blisko 10 latach do stawki najlepszych kierowców świata powróci Robert Kubica. Formuła wraca dla wszystkich Polaków, bo umówmy się, znów zasiądziemy głębiej w fotelach przy niedzielnym rosole i będziemy śledzić poczynania Polaka, który w spektakularnym stylu powraca do F1. A skoro o niej mowa, warto zauważyć, że i żużlowe Grand Prix próbuje zbliżyć się nieco bardziej do schematów królowej sportów motorowych.

Początkiem lutego włodarze turniejów o Indywidualne Mistrzostwo Świata na żużlu wpadli na pomysł rozgrywania treningów i sesji kwalifikacyjnej w piątek, a więc dzień przed danym turniejem Grand Prix. Najlepszy z zawodników podczas sesji kwalifikacyjnej (ten, który uzyska indywidualnie najlepszy czas okrążenia) będzie mógł wybierać numer startowy w zawodach jako pierwszy. Wcześniej odbędą się kółka treningowe, od których będzie zależała kolejność startu w kwalifikacjach. Najszybszy na treningu, pojedzie jako teoretycznie uprzywilejowany, ostatni w sesji. Żużlowcy na tor będą wyjeżdżać pojedynczo, tak więc będą mogli skoncentrować się wyłącznie na czystym i szybkim przejechaniu okrążenia.

Czy to dobra zmiana? Pewnie wyjdzie w praktyce, choć na pierwszy rzut oka wydaje się korzystna. Przede wszystkim piątkowe treningi nie będą tylko zwykłą jazdą i zapoznaniem z torem, ale walką o pewną stawkę. Numery startowe podczas turnieju często są bardzo ważne, a mają związek przede wszystkim z tym, w których wyścigach dany zawodnik pojedzie. Wiadomo nie od dziś, że jedni wolą jechać tuż po równaniu toru, inni nieco później, gdy tor jest odsypany. Często takie aspekty mają duże znaczenie podczas pojedynczych wyścigów i dotychczas o numerach startowych decydował los. Teraz żużlowcy sami zawalczą o swoje szczęście, a i same piątkowe treningi po prostu będą ciekawsze.

„Bo wszystko to iluzją jest i magią”

Za nami znakomity weekend dla polskiego sportu, o ile nie jeden z najlepszych. Spektakularne złoto Dawida Kubackiego i srebro Kamila Stocha na Mistrzostwach Świata w Seefeld, sukcesy naszych lekkoatletów i zwycięstwo w klasyfikacji generalnej halowych mistrzostw w Glasgow czy brązowy medal Mateusza Rydyka na Mistrzostwach Świata w kolarstwie torowym. Takie sukcesy niesamowicie budują i trudno o nich nie wspomnieć nawet tutaj. Zastanawiałem się, do czego można by przyrównać wyczyn Kubackiego, przekładając go na speedway. Awans z 27. miejsca na pierwszą pozycję to trochę tak, jakby wyścig miał wygrać zawodnik, który jako jedyny startuje z przeciwległej do startu prostej. A i strata dystansu połowy toru nie oddałaby chyba tego wyjątkowego sukcesu.

Zimowe skoki już tylko do końca marca. Ale wiecie, że jak one się skończą, to na tor na dobre zaczną wyjeżdżać motorowe rumaki. Coraz bardziej na to czekam, bo zagadek jest wiele. Nawet nie mam na myśli samej Ekstraligi, ale ligi niższe, które wydają się bardzo wyrównane. Bardziej martwi mnie jednak znowu sytuacja w Wandzie Kraków. Wiadomo, że przed nią raczej sezon na „przeczekanie” i bardziej, żeby po prostu „być”, a nie tyle coś z niego „mieć”. Nie zmienia to jednak faktu, że cisza tuż przed sezonem jest niepokojąca. Nie mamy informacji o treningach, nie mamy wiadomości o sparingach, a przecież w ostatni weekend marca krakowianie mają już pierwszy mecz z Polonią Piła. Z drugiej strony, ściągnięcie zagranicznych jeźdźców na treningi do Krakowa przed sezonem będzie pewnie mało realne. Na oficjalnej stronie internetowej klubu z Krakowa wciąż można znaleźć odnośnik do zbiórki. Trudno go ominąć i przeskoczyć. Zachęcam tych, którzy chcą nieco wspomóc zespół w nadchodzącym roku.

Wpadłem dzisiaj na hit Wiosna sprzed kilku lat zespołu „Zabili mi żółwia”. Fajnie sobie wrócić do takich kawałków. Tak sobie przy nim myślę, że wiara kibiców Wandy w to, że Kraków będzie wyżej niż na ostatnim miejscu w nadchodzącym sezonie, to trochę jak w refrenie tej piosenki: „Bo wszystko to iluzją jest i magią i zdarza się raz na milion”. Ale od czego jest wiosna, piękna pogoda i nadzieja? Oby Wanda zaskoczyła… jak Dawid Kubacki. Oby tor pokonywała tak sprawnie jak Mateusz Rydyka na swoim sprzęcie bez silnika, a także niech opracuje najlepszą taktykę na ten sezon jak Marcin Lewandowski w biegu na 1500 metrów w Glasgow. Trochę magii zatem będzie potrzebne.

Halo…, Hogwart?

Amadeusz Bielatowicz

Leave Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress