Polskie qui pro quo i pytania bez odpowiedzi

Szczęsny i długo, długo nic. W zasadzie nic więcej. Na tym mógłbym zakończyć dzisiejszy felieton. Pierwsze minuty czwartkowego meczu z Portugalią zwiastowały całkiem przyjemną przerwę reprezentacyjną dla naszej kadry. Po ostatnim gwizdku spotkania z Włochami z przyjemności nie zostało już nic. Tylko dupa zbita i mnóstwo pytań, na które ciężko znaleźć odpowiedź.

Pierwsze z nich – i zapewne najczęściej przez kibiców zadawane – to: czy Brzęczek był dobrym wyborem? Gość nie wygrał jeszcze żadnego z czterech dotychczasowych spotkań i w niemal wszystkich kadra pod jego wodzą grała dość miernie. Bez polotu, pomysłu i z mnóstwem błędów. Nie czytałem specjalnie komentarzy po ostatnich wyczynach naszych orłów. Zrobiłem to jednak tuż po wyborze Brzęczka na selekcjonera i przebrnąłem przez hektolitry gnoju, którym obrzucono byłego trenera Wisły Płock. Domyślam się zatem, że po ostatniej przerwie reprezentacyjnej sytuacja niekoniecznie uległa zmianie i Brzęczek nadal jest traktowany przez kibiców jako persona non grata. Skłaniam się jeszcze jednak ku temu, by oszczędzić selekcjonerowi kolejnych razów. To nadal trener, który został rzucony na głęboką wodę i szuka optymalnych rozwiązań dla naszej kadry, a Liga Narodów jest do tego idealną okazją. Nie ma co się łudzić, że to rozgrywki o wielką stawkę. To po prostu seria meczów towarzyskich opakowanych w bardzo fajne pazłotko, na których korzysta całe europejskie środowisko piłkarskie. Kibice jednak chcą widzieć kadrę zwycięską, tryumfującą. I skoro nadarza się okazja, by wygrać mecz i w tej Lidze Narodów jeszcze trochę z topowymi zespołami pograć, to dlaczego by jej nie wykorzystać? I to jest drugie pytanie, które należy skierować już do samego selekcjonera.

Pamiętając o tym, co powyżej, nie mogę się oprzeć wrażeniu, że wraz z ogłoszeniem kadry meczowej, nastąpiło całkiem zabawne qui pro quo. Mianowicie Brzęczek chyba pomylił zawodników, których desygnował do walki, z kimś innym. Kimś, kto jest w stanie skutecznie stawić czoła Włochom. Bo, jak słusznie zauważył Andrzej Twarowski, co miał zrobić środek pola w postaci Góralskiego i Szymańskiego przeciwko Verattiemu i Jorginho? Czy Reca bez formy i bez gry to na pewno dobry wybór na mecz przeciwko rosnącym w siłę Włochom? W końcu, czemu Brzęczek nie zdecydował się na wejście Piątka, który w końcu będąc najlepszym strzelcem ligi włoskiej, tym samym obecnie jest najlepszym strzelcem w Europie? Zamiast tego do końca spotkania oglądaliśmy nudnych jak flaki z olejem Lewandowskiego i Milika, który znów zapomina, że bramka nie ma pięciu metrów wysokości. Gwóździem do trumny było jednak wprowadzenie na ostatnie minuty Artura Jędrzejczyka. I nie wiadomo, co o tym sądzić. I tak nasza defensywa była dziurawa jak sito i Włosi przechodzili sobie przez nią spacerkiem. Podobnie było w meczu z Portugalią. I to po stronie Jędrzejczyka. Tymczasem Brzęczek na ostatnie minuty postanowił wesprzeć obronę właśnie nim. Efekt? „Jędza” nie bardzo kwapi się, by pokryć rywala i na niego można zwalić trzecią bramkę straconą w ostatnich dniach przez Polaków. Ja uważam nawet, że czwartą, bo gol na 1:3 z Portugalią to zbiorowa praca duetu Bednarek-Jędrzejczyk. I jak tu nie mówić o groteskowym qui pro quo? Brzęczek pomylił chyba swoich piłkarzy z kimś innym. A tak serio, serio, to w końcu musiał uzyskać pewne odpowiedzi, których szukał. Oby wcielił je w życie już w meczu z Czechami. Wiecie o czym mówię, nie? Zawęzić pole do eksperymentowania z graczami, panie selekcjonerze. Koniecznie!

W ogóle po meczu też były niezłe jaja, które wyraźnie pokazały, że brak w reprezentacji nici porozumienia. Arek Milik stanowczo stwierdził, że nasza kadra nie zasłużyła na zwycięstwo w tym meczu i porażka jest sprawiedliwym wynikiem. Z kolei chwilę później nieco rozgoryczony Kamil Grosicki zapomniał, że to właśnie on zmarnował setkę, która mogła dać zwycięstwo Polakom i przekonywał, że to nasza kadra powinna ten mecz wygrać, bo sobie na to zasłużyła. Prawdziwą truskawką na torcie jest jednak Robert Lewandowski. Pamiętamy jego złote myśli podczas mundialowych konferencji prasowych. Niejednego kibica doprowadziły one do szewskiej pasji. Myślicie, że kapitan kadry poprawił się w kwestii wypowiedzi publicznych? No, nie bardzo. „Lewy” po meczu powiedział, że on to w zasadzie nie pojmuje całej idei Ligi Narodów. I chyba należy to traktować jako wytłumaczenie dla jego słabiutkiej gry w tych rozgrywkach. Bo skoro nie rozumie, to nie dziwota, że gra mizernie. Logiczne, prawda?

Swoją drogą, trochę marny już jest ten modus operandi naszego kapitana w kontaktach z mediami po porażkach. Liczę, że formę zza mikrofonu przeniesie na boisko. Wówczas może byśmy chociaż na chwilę zapomnieli o meczach o pietruszkę. A taki właśnie przed nami. Z Portugalią już za miesiąc. Jak za starych dobrych lat. Bo podobno do nich się właśnie cofamy. No cóż. In Brzęczek we trust. Nic innego nam nie zostało.  

Jakub Strzelka

Leave Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress