Polski boks już bez Andrzeja Gmitruka

Ta wiadomość wstrząsnęła polskim środowiskiem bokserskim. Nie żyje Andrzej Gmitruk. Człowiek nietuzinkowy i najlepszy trener od czasów Feliksa Stamma.

W czasach „Papy” liczył się głównie boks amatorski. Jego podopieczni byli multimedalistami międzynarodowych imprez. Na tym polu Gmitruk też osiągał sukcesy. Najpierw objął kadrę juniorów i drużynę Legii Warszawa. Później trenował kadrę seniorską, a czterech jego podopiecznych zdobyło medale na Igrzyskach Olimpijskich w 1988 roku, w Seulu. Byli to Jan Dydak, Henryk Petrich, Janusz Zarenkiewicz i Andrzej Gołota. Tego ostatniego przedstawiać nie trzeba. Pierwszy z wielkich wychowanków Gmitruka, który karierę zawodową zdecydował się prowadzić w USA i trenowali go m.in. Sam Colonna, Lou Duva i Roger Bloodworth. Kto wie, jak potoczyłaby się kariera „Endrju”, gdyby miał w narożniku swojego trenera z Legii i kadry?

Gmitruk umiał bowiem dotrzeć do pięściarzy. Świetnie motywował swoich podopiecznych. Tej motywacji i serca często Gołocie brakowało. Miał je z kolei Tomasz Adamek, który pod wodzą trenera z Warszawy zdobył mistrzostwo świata w wadze półciężkiej i junior ciężkiej. W królewskiej kategorii się nie udało, bo Adamka przejął wspomniany Bloodworth i kompletnie zmienił jego styl, co okazało się później gwoździem do sportowej trumny polskiego mistrza.

W ostatnim czasie Gmitruk pracował z Arturem Szpilką, Izu Ugonohem, Mateuszem Masternakiem i Maciejem Sulęckim. Wszyscy bardzo się pod jego wodzą rozwinęli. Trzech pierwszych miało za sobą zagraniczną przygodę, ale każdy podkreślał, że Gmitruk przewyższa wielu trenerów zza granicy. „Szpila” nazwał go nawet „Genialnym Żółwiem”. Każdy, kto był w dzieciństwie fanem mangi pt. „Dragon Ball” wie co to oznacza. Pięściarz widział bowiem w Gmitruku wielkiego mistrza boksu. Pierwszym poważnym sprawdzianem, dla tego duetu była walka z Mariuszem Wachem. Jeszcze 10 dni przed śmiercią, trener stanął w narożniku boksera z Wieliczki. Z błyskiem w oku przekazywał wskazówki i w efekcie Szpilka, który w tej walce wyglądał bardzo dobrze, zasłużenie wygrał. Teraz on, jak i jego koledzy zostali sportowymi sierotami.

Genialny Żółw był nieśmiertelny, Gmitruk niestety nie. Ma na swoim koncie wiele sukcesów jako trener, ale życie go nie oszczędzało. Żona po urodzeniu córki została zarażona nieznaną bakterią, w skutek czego straciła wzrok. Wcześniej, w Norwegii zginął syn trenera. 19 listopada była rocznica jego śmierci. – Trener zapalił świeczkę ku jego pamięci na tarasie w swoim domu. Przez tę świeczkę ogień zajął cały stolik na tarasie, cała sytuacja miała miejsce w nocy. Trener Gmitruk obudził się, biegł na taras, aby ugasić pożar, w trakcie gaszenia pożaru poniósł śmierć – napisała rodzina trenera w oświadczeniu. Teraz najbliższym można pomóc, bo leczenie pani Agnieszki Gmitruk jest bardzo kosztowne. Trener osierocił też 5-letnią córkę. Wszyscy, którzy chcą wesprzeć rodzinę wielkiego trenera, mogą to zrobić TUTAJ.

Michał Przybycień

Leave Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress