Marczyński zgarnął trzy górskie premie. Vingegaard wygrał w Kościelisku

Zmiana liderów, interwałowe odcinki, pogoń peletonu, który kilkukrotnie był mocno rozdzierany, wycofanie się z wyścigu Pascala Ackermanna i bardzo aktywna jazda Tomasza Marczyńskiego – tak w skrócie można podsumować 6. etap 76. Tour de Pologne, który ostatecznie wygrał kolarz gruby Jumbo-Visma, Jonas Vingegaard. Emocje na podhalańskich rundach były naprawdę duże.

Szósty etap rozpoczął się w Zakopanem i wiódł w rejonach stolicy polskich Tatr. Kolarze mieli do przejechania pięć dużych, blisko 29-kilometrowych rund po dużych wzniesieniach. Na każdej z nich pojawiła się premia I kategorii w Pitoniówce.

Początek ścigania był niezwykle chaotyczny. Wiele grupek próbowało odskakiwać już na pierwszych kilometrach. Trudno mówić o zwartym peletonie. Pierwszą premię górską w Pitoniówce zdobył Matteo Fabro z grupy Katusha-Alpecin, a na premii lotnej w Zębie triumfował Diego Ulissi (Team Emirates). Wielu kolarzy próbowało odjechać, ale na początkowej rundzie nie uformowała się żadna zwarta grupa uciekinierów. Warto odnotować, że na pierwszych kilkudziesięciu kilometrach do samochodu swojej drużyny wsiadł Pascal Ackermann, lider wyścigu, który w ten sposób zakończył udział w wyścigu.

Na drugiej rundzie ukształtował się odjazd, który miał około 40 sekund przewagi nad grupą zasadniczą tuż przed podjazdem na drugą premię w Pitoniówce. W grupie tej było około 40 kolarzy, w tym m.in. Rafał Majka i Tomasz Marczyński. Ten drugi ruszył ambitnie po wygraną na drugiej premii. Błyskawicznie odjechał od wspomnianej gromady kolarzy, uzyskując około 15 sekund. Polak z ekipy Lotto-Soudal dojechał na prowadzeniu do bramy Tauronu i zdobył 10 punktów, choć cały czas czuł oddech zawodnika CCC, Simona Geshke. Kolarze na wyjeździe z Pitoniówki rozpoczęli współpracę, a za chwilę dołączyli do nich Geoffrey Bouchard z drużyny AG2R i Petr Vakoc z Deceuninck Quick-Stepp. Czwórka wspomnianych zawodników błyskawicznie uzyskała blisko minutę przewagi.

Czwórka uciekających kolarzy zwiększała przewagę i na premii lotnej Lotto w Zębie pod koniec drugiego okrążenia, miała już 2 minuty nad grupą zasadniczą. Premię spokojnie wygrał Petr Vakoc, pozostali trzej kolarze nie mieli większej ochoty na szarpanie i wygranie tej bonifikaty.
Małego pecha w trakcie ucieczki, na początku trzeciej rundy, miał Simon Geshke, który złapał gumę. Koło zostało szybko zmienione, peleton go nie dogonił, a sam Niemiec rozpoczął pościg za trzema uciekającymi kompanami, co ostatecznie mu się dość szybko udało. Kolarz CCC dojechał do Marczyńskiego, Boucharda i Vakoca, dał zmianę, i zawodnicy, z przewagą trzech minut nad peletonem, ruszyli w dalszą wspólną walkę. Do mety pozostawało wówczas 90 kilometrów.

Trzecią górską premię na Pitoniówce rozstrzygali pomiędzy sobą czterej uciekający kolarze. Nie było między nimi jednak wielkiej walki. Jako pierwszy na kreskę Tauronu wjechał Tomasz Marczyński, który w tamtym momencie został wirtualnym liderem klasyfikacji górskiej. Była to bowiem druga wygrana na premii I kategorii, a za każdą inkasował 10 punktów. Uciekinierzy na szczycie Pitoniówki mieli dwie minuty przewagi nad grupą zasadniczą, w której tempo nadawali głównie kolarze Astany i grupy Ineos.

Na początku czwartego okrążenia po Podhalu nadal na czele trzymała się grupa czterech kolarzy. W Ratułowie usytuowana została ostatnia tego dnia lotna premia, którą ponownie wygrał Petr Vakoc. Przewaga uciekających śmiałków stopniowo jednak malała. Peleton tracił wówczas nieco ponad 1,5 minuty.

Na 55 kilometry przed metą kolarze Jumbo-Visma gwałtownie zaczęli atakować. Peleton nieco się rozerwał, a wraz z zawodnikami z zespołu w żółtych trykotach zabrali się również Rafał Majka i Ion Izagirre. Momentalnie czołowa grupa z peletonu nadrobiła do uciekającej czwórki i zniwelowała przewagę do 50 sekund jeszcze przed czwartym podjazdem pod kolejną premię górską. Na ostrym podjeździe pod Pitoniówkę grupa Jumbo nadawała niesamowite tempo. Gromada około 30 kolarzy redukowała sukcesywnie przewagę, dojeżdżając do uciekinierów na szczycie Pitoniówki. Pełną pulę zdobył na premii po raz trzeci Marczyński, któremu jednak tuż za linią Tauronu kompletnie odcięło prąd i został wchłonięty w goniącą grupę. Na czele utrzymywał się jeszcze Geshke, a za nim gonili kolejni kolarze. Peleton znów bardzo mocno się porwał i w tamtym momencie wyścigu nie mogliśmy mówić o zdecydowanej ucieczce. Na czele tasowali się różni zawodnicy. Do mety pozostawało 45 kilometry.

Na początku ostatniej rundy ukształtowała się nowa, znacznie większa grupa odjazdowa. Znalazło się w niej kilkunastu kolarzy, w tym m.in. Rafał Majka czy Ion Izagirre, doskonale znany kolarz, który wygrywał też w przeszłości Tour de Pologne. Z Astany w tej grupie jechali też Miguel Angel Lopez i Merhawi Kudus. Został tam również kolarz AG2R, Bouchard, który wcześniej długo jechał na czele w czteroosobowej grupie, rozbitej na szczycie Pitoniówki. Podobnie zresztą jak Geschke i Petr Vakoc.

Przed ostatnim podjazdem na premię kilkadziesiąt sekund przewagi wypracował sobie duet Tsgabu Grmay z grupy Mitchelton Scott, a także Ben Swift z teamu Ineos. Ten drugi oderwał się nawet od kompana i jako pierwszy zameldował się na Pitoniówce. Co ciekawe, Swift uważany jest za typowego sprintera, tym bardziej jego atak zasługiwał na wielki szacunek. Został złapany na 6,5 kilometrów przed metą, na ostatnim, niesamowicie stromym podjeździe pod Gubałówkę, gdzie umiejscowiona była ostatnia tego dnia premia I kategorii Tauron. Brytyjczyka doścignęła trójka kolarzy, a kilka sekund dalej była znacznie większa grupa, gdzie jechał m.in. Rafał Majka.

Pośród wspomnianej trójki znalazł się Duńczyk Jonas Vingegaard, Jai Hindley, który wygrał premię górską na Gubałówce, a także Pavel Sivakov. Na zjeździe do Kościeliska trójka kolarzy wiedziała już, że nie może dać się dogonić. Razem jechali do ostatniej prostej przed linią mety i na dwustu metrach przed kreską mocno zaatakował Jonas Vingegaard, który ostatecznie wygrał szósty etap.

Duńczyk został liderem całego wyścigu z przewagą 20 sekund nad najlepiej klasyfikowanym Polakiem, Rafałem Majką. Polak nie zdołał zabrać się z najszybszą grupą, przez co straty były spore i przed ostatnim etapem jest klasyfikowany na dziewiątym miejscu. Drugi w klasyfikacji jest Pavel Sivakow i on traci do lidera zaledwie cztery sekundy. Klasyfikacji górskiej przewodzi Tomasz Marczyński, a koszulkę klasyfikacji Lotto przejął Petr Vakoc.

Amadeusz Bielatowicz

Leave Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress