Lecą prezenty

Hura, wysypało się! Pudło z transferami! Tak, jak w marketach, po 1 listopada już bez skrupułów zaczęto wystawiać mikołaje, światełka i choinki, tak w żużlowym światku szczęśliwie zaczęto oznajmiać kolejne nazwiska w poszczególnych drużynach. I niby nagle mamy się cieszyć.

Mam się cieszyć, bo przecież oficjalnie nikt wcześniej o transferach nie wiedział, choć kto, gdzie będzie jeździł, wiadomo było od dawna. Żadnych zaskoczeń na razie nie ma, przynajmniej w Ekstralidze. Trochę niespodzianek – a raczej po prostu odkrytych kart – jest niżej, ale tylko dlatego, że o tamtych klubach mało kto chce cokolwiek gadać wcześniej, bo kogo to interesuje, poza lokalną społecznością i panem w kiosku z gazetami? Tak przesadzam, mnie też to interesuje, zwłaszcza, że tegoroczna I liga zapowiada się dużo ciekawiej sportowo niż najwyższa klasa. O tajnych porozumieniach i transferach pisałem trochę jakiś czas temu, więc tematu głębiej nie ruszam. I wiecie, na razie jesteśmy w środku tego wysypu nazwisk i „oficjalek”, więc ja sam wstrzymuje się z ocenami poszczególnych ruchów i siły rażenia drużyn. Poczekam. A kto chce, niech oczywiście się cieszy. To takie podarunki przed Mikołajkami.  

Na transferowym biegunie kogel mogel, podobnie jak dziś w mojej głowie. Żeby na razie nie mącić w tamtym temacie – a co tam, niech się wydarzy, co się ma wydarzyć – dzisiaj trochę na obcym torze pojeździmy. Nie dotkniemy przyziemności i teraźniejszości, ale bardziej przeszłości. Na wspominki mnie bierze, może przez ten listopad? Choć z drugiej strony, kiedy kilka razy przeczytałem swój ostatni tekst, już po paru godzinach, zdałem sobie sprawę, że był smutny (choć ostrzegałem). I tak sobie pomyślałem, że za dużo smutku też nie może być, choć oczywiście, nie zamierzam koloryzować rzeczywistości.

Ale, ale.. do rzeczy, bo zaczynam płynąć. Wzięło mnie na wspominki. Mianowicie obejrzałem sobie na youtubie kilka filmików z udziałem Tomasza Golloba (część z nich serdecznie polecam). Żużel i tor go kochają – mówił o nim jeden z zagranicznych żużlowców, bodajże Nicki Pedersen. Tomek wygrał mistrzostwo świata w roku 2010, dopiero drugie indywidualne dla Polski po wielu latach od sukcesu Szczakiela. Dreszcze przechodzą, kiedy patrzy się na jego jazdę, kiedy jeszcze raz wraca się wspomnieniami do sukcesu w Grand Prix. Dreszcze i wzruszenie przychodzi też, kiedy widzi się te wszystkie Tomka upadki, a także katastrofalną historię, która przydarzyła mu się już prawie dwa lata temu na crossie. Nie piszę tego po to, by znów tutaj smucić. Raczej po to, by zachęcić was do pamiętania o Tomku, że to on dał duże podwaliny pod dzisiejszy polski żużel. To on był, jako zawodnik, autorytetem dla młodych. Teraz, jako człowiek poszkodowany przez los, jest z nami i potrzebuje wsparcia. Czasem naprawdę fajnie zasiąść i zagłębić się znowu w jego jeździe, wrócić wspomnieniami do jego orbit pod bandą, efektownej jazdy pomiędzy rywalami.

Tomek oczywiście nie był jedynym, bo o wielu żużlowcach możemy takie wspominki urządzić. Nasz mistrz jednak ukierunkował drogę do Mistrzostwa Świata, której od ośmiu lat żaden z naszych rodaków nie może odnaleźć. Blisko był Bartosz Zmarzlik, nigdy nie kryjący naśladowania wielkiego mistrza. Ale to jeszcze nie ten rok. Liczę gorąco, że któryś z naszych zdobędzie złoto jeszcze w tej dekadzie, choć czasu pozostało niewiele.  

Tak mnie wzięło, a co. Chcę znowu polskiego Mistrza Świata. Mamy potęgę ligową, znakomitych zawodników. Weźmy sprawy w swoje ręce. Wybaczcie, jeśli sprowokowałem was tytułem. Ja prezentów dziś nie rozdaję. Prezent sprawcie Wy, Tomkowi. Wspierajcie go, jak tylko chcecie. I nie tylko jego, rzecz jasna. Niedługo Mikołaj, Święta. Środowisko żużlowe co roku organizuje wiele pięknych akcji, chociażby dla dzieci. Zamiast czekać na prezenty i tylko napawać się konsumpcyjnym sztucznym szczęściem, pomyślmy też o innych i sprawmy im podarunek.

Amadeusz Bielatowicz

Leave Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress