Grubasy rządzą!

W wadze ciężkiej zawsze liczyła się siła ciosu. Idolami byli jednak zawodnicy, którzy poza tą umiejętnością mieli też atletyczną budowę. Obecnie w boksie nie jest to najważniejsze, a liczą się inne atuty, o czym kolejny raz przekonaliśmy się w sobotę.

foto: Aleksandra Chynek

W walce wieczoru gali Knockout Boxing Night 7, Łukasz Różański niespodziewanie znokautował w czwartej rundzie Izu Ugonoha. Kibice i eksperci porównywali ten pojedynek do starcia Anthony’ego Joshuy z Andym Ruizem. Naprzeciwko silnego, zwinnego zawodnika o budowie gladiatora stanął niepozorny grubasek, który był skazywany na pożarcie. Miał jednak atuty, które pozwoliły mu wygrać. Była to siła ciosu, ale przecież Joshua posiadał tą samą broń. Ruiz wygrał dzięki sercu do walki i agresywnemu stylowi, którym zneutralizował rywala. Różański po walce, ze śmiechem przyznał, że w wadze ciężkiej rządzą grubasy. – Pozdrawiam Adama Kownackiego i Andy’ego Ruiza. Jestem podobnej postury, choć ostatnio trochę zrzuciłem. Przed galą, oglądałem pojedynek Ruiza z Joshuą. Był dla mnie inspiracją – powiedział rzeszowianin.

Rzeczywiście ostatnio w wadze ciężkiej zaczynają rządzić efektownie walczący, ale nie zawsze idealnie wyglądający bokserzy. Kilka lat temu szef sportu w telewizji Polsat Marian Kmita nie chciał Adama Kownackiego na gali sygnowanej nazwą słonecznej stacji, bo uznał, że jest za gruby. Od tego czasu wiele razy przekonaliśmy się o tym, że nie jest to argument dyskwalifikujący. Owszem ludzie na pewno chętniej chcieliby oglądać rywalizację gladiatorów, ale takie niespodzianki, jak ta, którą sprawił Różański, też zyskują wielu sympatyków. Tym bardziej, że rzeszowianin jest bardzo miłym i szczerym człowiekiem. Po zwycięskiej walce oddał pas mistrza Polski, swojemu trenerowi Marianowi Basiakowi, który prowadzi go od najmłodszych lat, a w tym roku obchodzi 50-lecie pracy szkoleniowej.

Kibice, szczególnie w Polsce, mają to do siebie, że lubią niespodzianki i często kibicują tym teoretycznie słabszym. Bierze się to pewnie z zaszłości historycznych naszego kraju, ale to temat na inny tekst. Dlatego też tak wielu kibiców ma Kownacki. Po sobotniej gali grono fanów zyskał także Różański (może już nie będzie mylony z Marcinem Różalskim).

Dobrze sprzedają się też takie historie, jak ta Fiodora Czerkaszyna. Chłopak, który urodził się w Charkowie. Piekielnie utalentowany. Miał polskie korzenie i grupa Knockout Promotions zauważyła jego potencjał i podpisała z nim kontrakt. Otrzymał też nasze obywatelstwo. Ta decyzja okazała się strzałem w dziesiątkę, bo Czerkaszyn kroczy od zwycięstwa do zwycięstwa. Właśnie zdał, jak dotychczas, najtrudniejszy egzamin w karierze. Efektownie pokonał Wesa Cappera, który rok temu walczył o tytuł federacji IBF. Ukrainiec z polskim paszportem jednak kompletnie go zdominował. Australijczyk był jednak bardzo odporny i dzięki temu przetrwał całą walkę, ale przegrał wszystkie rundy.

Statusu wielkiego talentu, przynajmniej na rzeszowskiej gali, nie udźwignął Paweł Stępień. Jego pojedynek z Markiem Matyją zapowiadał się bardzo ciekawie. Niestety na nadziejach się skończyło. Obaj walczyli bardzo zachowawczo, jakby mieli sporo respektu do siebie nawzajem. W efekcie walka była bardzo wyrównana, ale też nudna. Sędziowie orzekli remis, po którym Stępień był wściekły. Zawsze w takich przypadkach każdy z bokserów twierdzi, że to on był lepszy, ale tym razem, jeśli ktoś miał wygrać, to raczej Matyja, choć różnica była bardzo nieznaczna.

foto: Michał Dyk

Nie najlepiej zaprezentował się też kolega Matyi i Stępnia, Kamil Szeremeta. Co prawda, jego zwycięstwo w starciu z reprezentującym Hiszpanię Edwinem Palaciosem ani przez moment nie było zagrożone, ale nie pokazał w starciu żadnych fajerwerków. Tym razem nie bronił jednak pasa mistrza Europy, a rywal też nie był z najwyższej półki, przez co białostocczanin miał problemy z odpowiednią motywacją. – Starałem się zmotywować, ale było trudno. I nie jest żadna choroba mistrzów, bo do nich to mam jeszcze daleką drogę. Mistrzom to najwyżej mogę sznurówki wiązać albo nogi myć. Zamierzam jednak też kiedyś być na szczycie, choć taka walka na pewno do niego mnie nie przybliża. Na pewno jednak zyskałem kolejne doświadczenie – powiedział Szeremeta, kilka minut po swojej walce.

Rzeczywiście Polak miał w tej walce sporo do stracenia. Zwycięstwo, szczególnie w takim stylu, nie daje mu wielkiego splendoru, a porażka mogła by go cofnąć o trzy kroki w tył. Kolejną walkę ma stoczyć pod koniec roku. Raczej nie będzie to pojedynek o mistrzostwo świata, ale pewnie bronił swojego tytułu. Obowiązkowym pretendentem jest jest Włoch Matteo Signani, ale on unika walki z Polakiem, więc prawdopodobnie trzeba będzie szukać innego rywala. Być może Szeremeta wystąpi 5 października na kolejnej gali Knockout Boxing Night w Zakopanem. Swój występ tam potwierdził Fiodor Czerkaszyn, więc to wydarzenie zapowiada się równie ciekawie.

Znacznie lepiej od Szeremety zaprezentował się Jakub Dobrzyński, o którym niedawno pisaliśmy. Jego historię możecie przeczytać TUTAJ. Wydaje się, że najgorsze ma już za sobą i jego kariera wychodzi na prostą. Odniósł drugie zwycięstwo z rzędu i kompletnie zdominował, debiutującego na zawodowym ringu, Mateusza Orynka.

Co czeka bohaterów gali Knockout Boxing Night 7? Czerkaszyn na pewno wystąpi w październiku w Zakopanem. Być może pokaże się tam też Szeremeta. Pod koniec roku może też zawalczyć Różański, a jego rywalem mógłby być Artur Szpilka. Wszystko zależy od wyniku jego walki z Dereckiem Chisorą. Jeśli przegra, to pozostanie mu rywalizacja na polskich ringach, a pojedynek z Różańskim, po jego zwycięstwie z Izu świetnie by się sprzedał. Z kolei Ugonoh, jak sam podkreśla, musi się zastanowić nad sensem kontynuowania kariery. Niektórzy, z  jego promotorem Dariuszem Michalczewskim na czele, sugerują mu, aby już przestał bawić się w boks. W tej walce rzeczywiście zaprezentował się źle, a Różański wykorzystał wszystkie jego słabości. Teraz kariera rzeszowianina może się rozpędzić, bo ostatnio zawodnicy walczący w podobnym stylu odnoszą sukcesy. W końcu grubasy rządzą!

Michał Przybycień

Leave Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress