Garbarnia zaszła za skórę liderowi

W 9. kolejce Fortuna 1 ligi, Garbarnia Kraków pozytywnie zaskoczyła swoich kibiców. Krakowianie zremisowali bowiem z liderem rozgrywek, Rakowem Częstochowa.

Jak na razie Garbarnia kiepsko radzi sobie w Fortuna 1 lidze. Beniaminek płaci frycowe, choć trzeba przyznać, że w wielu meczach nie miał szczęścia. Tym razem było inaczej, bo choć w meczu z drużyną spod Jasnej Góry, nie utrzymali prowadzenia, to rywale w końcówce nie wykorzystali karnego i „Brązowo-biali” dopisali do swojego konta 1 punkt. Jak do tej pory zgromadzili ich 6 i zajmują przedostatnie miejsce w tabeli.

Jeszcze niedawno ekspert Weszło FM, Andrzej Iwan, tak mówił o sytuacji Garbarni. – Szanuję bardzo ten klub, za to co robi. Marek Siedlarz jest bardzo dobrym gospodarzem. Może brakuje paru detali, ale musimy pamiętać, że klub nie jest jeszcze przygotowany na to, żeby grać tak wysoko. Piłkarsko też za bardzo nie ma szans. Trzeba wyłożyć dużo pieniędzy, a to nie jest klub, który na to stać. Mi się podoba to, że mierzą siły na zamiary. Trudno się z tą opinią nie zgodzić, choć pojedynczymi występami Garbarnia zaprzecza tej tezie i udowadnia, że potrafi grać jak równy z równym, nawet z faworytami do awansu. Tak było też w niedzielę.

Już w drugiej minucie krakowianie mogli prowadzić, ale świetną sytuację zmarnował Szymon Kiebzak. W kolejnych minutach Garbarnia nie zwalniała tempa. Stanęła wysokim pressingiem i Raków miał duże problemy. Jednak po kwadransie gry, stworzył groźną sytuację, po której Szymon Lewicki uderzał głową z kilku metrów, ale przestrzelił.

Był to tylko chwilowy wyskok Rakowa i to gospodarze nadal prowadzili grę i w 27. minucie zdobyli bramkę. Karol Kostrubała dośrodkował z rzutu wolnego na krótki słupek. Tam wbiegał Dawid Nowak, który dołożył głowę i strzelił swojego pierwszego gola dla Garbarni.

Po wyjściu na prowadzenie, podopieczni Mirosława Hajdy cofnęli się, a do głosu doszli rywale i szybko wyrównali. W 38. minucie pod polem karnym Garbarni zagubił się Miłosz Szczepański i jeden z obrońców wybił mu piłkę. Ta jednak odbiła się od się od sędziego i trafiła pod nogi Igora Sapały, który bez zastanowienia, mocno uderzył po ziemi z ok. 20. metrów. Marcin Cabaj odbił futbolówkę przed siebie i dobiegł do niej Szymon Lewicki, który dopełnił formalności umieszczając ją w siatce. Do przerwy żadna z drużyn już nie zaatakowała i po pierwszej połowie był remis.

W drugiej części obraz gry zmienił się na gorsze. Emocji było bardzo mało. Garbarnia się cofnęła, a Raków naciskał, ale nie stworzył wielu dobrych sytuacji. Co prawda po godzinie gry częstochowianie zdobyli bramkę, ale Szczepański, który uderzał, był na spalonym i to trafienie nie zostało uznane. Jeszcze lepszą sytuację zmarnował Dariusz Formella. W samej końcówce spotkania, przy dośrodkowaniu z rzutu wolnego, Michał Wrzesiński przytrzymywał rywala i skrupulatny sędzia wskazał na wapno. Do piłki podszedł były zawodnik Lecha Poznań, ale dał się wyprowadzić z równowagi Marcinowi Cabajowi, który wyszedł przed bramkę i w ostatniej chwili wrócił na linię. Okazało się to świetnym ruchem, bo bramkarz Garbarni obronił strzał z 11. metrów i naprawił swój błąd z pierwszej połowy. Do końca wynik już się nie zmienił i Garbarnia zdobyła cenny punkt.

Po meczu bramkarz Garbarni dziękował Łukaszowi Pietrasowi, który słynie z tego, że śledzi i analizuje ligowych rywali i dzięki temu Cabaj wiedział, w który róg ma się rzucić. Z kolei trener Mirosław Hajdo poddawał rzut karny w wątpliwość. – Ciężko powiedzieć czy był karny. Wydaje mi się, że takich sytuacji, gdzie jeden zawodnik trzyma drugiego w polu karnym jest mnóstwo, w każdej lidze. Jeżeli sędzia byłby konsekwentny, to wcześniej, przy stałym fragmencie, w polu karnym Rakowa, też mógł się dopatrzeć jedenastki, a się nie dopatrzył. To już jest historia. Podjęliśmy walkę, chcieliśmy grać w piłkę. Były momenty lepsze i gorsze. Całego meczu nie da się grać na wysokim poziomie, ale chłopakom należy się szacunek i uznanie za dzisiejszy mecz – mówił szkoleniowiec Garbarni.

Z kolei trener Rakowa, Marek Papszun chwalił rywali. – Spotkały się dwie drużyny z różnych biegunów. Lider z ostatnią drużyną i oczywistym jest, że w takich spotkaniach jest różne nastawienie, bo liderowi przypisuje się punkty jeszcze przed meczem, a ostatnia drużyna przypisane ma 0, ale trzeba jeszcze rozegrać mecz. W takich spotkaniach łatwiej o nastawienie drużynie teoretycznie słabszej. Garbarnia była zmotywowana, był to trudny rywal. To nie był nasz dzień. Mogliśmy z tego wyjść, ale tak się nie stało. Wywozimy 1 punkt. Zawsze gramy o zwycięstwo, tak też było w tym meczu, ale punkt jest punktem, nikt nam go nie zabierze. Wracamy i szykujemy się do kolejnego spotkania – powiedział i dodał – Według mnie, we wcześniejszych meczach Garbarni brakowało determinacji, którą prezentowała w meczu z nami. Za wszelką cenę chcieli wygrać. To była ich gra, taka, którą preferują. Była równorzędnym rywalem, ale nas stać na więcej. Musimy wyciągnąć wnioski, żeby w kolejnym spotkaniu zagrać na wyższym poziomie.

Pochwały ze strony trenera drużyny liderującej w Fortuna 1 lidze, to na pewno powiew optymizmu dla Garbarni. Ten mecz pokazał, że krakowianie są w stanie grać jak równy z równym, z każdym ligowym rywalem. Teraz już szykują się do kolejnego spotkania, które rozegrają w sobotę o 15, w Jastrzębiu-Zdroju.

Garbarnia Kraków – Raków Częstochowa 1:1 (1:1)

Bramki: 27’ Nowak – 38’ Lewicki

Żółte kartki: Kostrubała, Wróbel, Pyciak, Wrześniewski – Schwarz, Petrasek

Sędzia: Mateusz Złotnicki (Lublin)

Garbarnia: Cabaj – Pyciak, Wrześniewski, Garzeł, Nieśmiałowski – Gawle, Pietras, Kostrubała (73’ Masiuda), Kiebzak (69’ Wójcik)– Wróbel (65’ Ogar), Nowak

Raków: Gliwa – Petrasek, Niewulis, Góra, Bartl (46’ Malinowski) – Sapała, Schwarz, Domański (64’ Formella), Szczepański (84’ Listkowski), Kun – Lewicki

Michał Przybycień

fot. Paweł Zapiór

Leave Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress