Derby, jakich jeszcze nie było. Wisła w niecodziennej aurze pokonuje Cracovię.

Derby Krakowa od niepamiętnych czasów kojarzone były z zamieszkami/zadymami/burdami* (*zwał jak zwał), niezliczoną ilością rac, wyzwiskami, mnóstwem policji, porachunkami kibiców (ekhm, kiboli)… Słowem – gangsterski półświatek.

Kto by pomyślał, że starcie Cracovii z Wisłą może odbyć się bez zamieszek/zadym/burd, ani jednej racy, ani jednego wyzwiska, minimalną wymaganą liczbą policjantów i bez kibolskich porachunków… A jednak, da się!

fot. Katowicki Sport

Ale żeby nie było tak kolorowo. Dzieciaki w pewnym momencie zaczęły na całe gardła skandować „Wisła, Wisła”. Nie kilku, a śmiem twierdzić – kilkuset. Swoją drogą, był to rzadki przypadek dopingowania Białej Gwiazdy na stadionie Cracovii. Nie spodobało się to sympatykom Pasów do tego stopnia, że z głośników rozbrzmiała zapętlona przyśpiewka „Cracovia gol”. Delikatnie mówiąc popis żenady, ale całą akcję #DerbyZKlasą należy ocenić jak najbardziej pozytywnie. Dość powiedzieć, że przy zamkniętym stadionie (!) Cracovia osiągnęła najwyższą w tym sezonie frekwencję u siebie (!!!).

Zawodnicy obu drużyn zaserwowali dzieciakom zgromadzonym na trybunach sporą dawkę emocji. Jesus Imaz raz, Jesus Imaz dwa i Biała Gwiazda wyszła na prowadzenie. Hiszpański skrzydłowy aż 40% bramek zdobytych w lidze zdobył właśnie przeciwko Cracovii, co więcej – na jej własnym stadionie. Wisła piłkę kierowała do bramki, Cracovia ją jedynie podawała. Podopieczni Michała Probierza więcej operowali futbolówką, ale nie zdołali poważnie zagrozić rywalom zza między.

Przynajmniej przez pierwsze 45 minut. W szatni Pasów, domniemywam, padło kilka niecenzuralnych słów, co odniosło zamierzony skutek – Cracovia zaczęła po prostu grać w piłkę. Pozytywnie na gospodarzy wpłynęło wejście na plac gry kosztem Janusza Gola, Airama Cabrery. Hiszpan brał udział w niemal każdej akcji ofensywnej Cracovii, lecz koniec końców nie zapisał się w protokole meczowym bramką tudzież asystą.

Podobnym wyczynem pochwalić się nie mogą koledzy Cabrery, którzy nagminnie marnowali – jak to się ładnie zwykło mówić – „setki”. Tu Siplak w słupek, tam kapitalną paradą popisuje się Lis, tu Wdowiak poza światło bramki, tam znowu Lis notuje paradę… i tak w kółko, aż do końcowego gwizdka arbitra Raczkowskiego.

Podobno szczęście sprzyja lepszym. Wisła z przebiegu gry lepsza nie była, była za to skuteczniejsza. Cracovii wspomnianej skuteczności brakowało, nie brakowało za to chęci i zaangażowania – tego odmówić im nie można. W piłce natomiast nie wygrywa się samymi cechami wolicjonalnymi, trzeba poprzeć je umiejętnościami.

Michał Probierz przed sezonem zapowiedział walkę o tytuł mistrza Polski. Szkoleniowiec Pasów mocno się przeliczył, skoro Cracovia nie jest najlepsza nawet we własnym mieście. Życie bywa przewrotne.

Cracovia – Wisła Kraków 0:2 (0:2)

Imaz 19′, 32′

 

Jan Broda

Leave Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress