Cierpliwie i po cichu, ale do celu

Sześć medali w ostatnich ośmiu latach i marzenia o upragnionym medalu Igrzysk Olimpijskich. Reprezentacja Polski siatkarzy od lat dostarcza polskim kibicom wielu emocji, powodów do dumy a teraz narobiła apetytu na tak wyczekiwany medal Igrzysk, które już za rok w Tokio. Na zupełnie innym biegunie jest żeńska część polskiej siatkówki, ale i tam po kilku „suchych” latach powoli krok po kroku zaczynamy wchodzić na właściwe nam tory.

Niewielu kibiców siatkówki, zwłaszcza tych młodszych może pamiętać, że medalowa passa polskiej siatkówki została zapoczątkowana przez….dwa złote medale polskich pań na Mistrzostwach Europy w 2003 i 2005 roku. Podopieczne śp. Andrzeja Niemczyka królowały na boiskach Turcji i Chorwacji a Dorota Świeniewicz i Małgorzata Glinka należały do gwiazd światowej siatkówki. Rok później na Mistrzostwach Świata w Japonii reprezentacja panów po latach medalowej posuchy zgarnęła srebrny krążek a w kraju zapanował „boom” na siatkówkę. Jeszcze w 2009 roku polskie siatkarki grając przed własną publicznością stanęły na najniższym stopniu podium Mistrzostw Europy co należało uznać za sukces. Od tego czasu wyniki reprezentacji polski kobiet są mocno rozczarowujące jak na kraj uznawany za potęgę siatkówki. Od tego czasu żeńska strona polskiej siatki nie przyniosła nam żadnego medalu! Co więcej, nie było nas na IO 2012 i 2016 roku a także na Mistrzostwach Świata w 2014 i 2018 roku! Jak do tego mogło dojść? Jak można było to zmarnować? Kto jest za to odpowiedzialny?

Odpowiedz teraz ciężko znaleźć. Nie da się jednak ukryć wrażenia, że jak u Panów wszystko funkcjonuje przyzwoicie i mamy powody dumy (ale i też do zmartwień jak słabsze występy reprezentacji czy brak medali polskich klubów w rozgrywkach klubowych) to kobieca strona polskiej siatki ma się dużo gorzej. Brak medali na arenach reprezentacyjnych to tylko pochodna tego, że część zawodniczek mogących stanowić o sile kadry z niej rezygnowało czy braku sponsora dla polskiej ligi, co automatycznie odzwierciedlało się na jej poziomie. Kobieca siatkówka w Polsce nie boję się tego powiedzieć dotknęła dna i kroczek po kroczku „wynurzamy się” na powierzchnię. Pracujący obecnie z kadrą Jacek Nawrocki podjął się trudnego zadania, jakim było przywrócenie blasku kobiecej stronie polskiej siatki, z którym nie potrafili poradzić sobie jego poprzednicy: Alojzy Świderek czy Piotr Makowski. Zmuszony był do pracy organicznej a więc u podstaw. Odpowiednia selekcja, następnie mozolna praca nad wyszkoleniem technicznym i nie tylko a na końcu cierpliwość, tak bardzo potrzebna w budowie nowego zespołu.

Chociaż pierwszy a także drugi rok pracy nowego selekcjonera nie przyniósł sukcesów co jednoznacznie wynikało z przepaści jaka dzieliła nasz zespół z potentatami to jednak dwa ostatnie lata potwierdzają tylko, że seniorska reprezentacja powoli zaczyna „wynurzać się” nad powierzchnię wody. Dziewiąte miejsce w ubiegłorocznej Lidze Narodów(bilans 8 zwycięstw i 7 porażek) a także piąta lokata po trzech turniejach obecnej edycji daje nadzieję na dużo lepszą przyszłość a także na…pierwszy od 10 lat medal. Tegoroczne ME grane przed własną publicznością (do etapu półfinału-turniej grany w czterech krajach) jest pierwszym od dłuższego czasu kiedy może oczekiwać nie tylko dobrego występu, ale realnej walki o miejsce w najlepszej czwórce starego kontynentu. Bo miejsce polskich siatkarek jest tam, gdzie ich kolegów z męskiej kadry, czyli w ścisłej światowej czołówce. I do tego powinne dążyć. Może nie ta generacja siatkarek, ale na pewno polska siatkówka.

Wojciech Głowacki

Leave Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress