Cała Polska klaszcze Nawałce

Byłem niegdyś na konferencji prasowej premiera Mateusza Morawieckiego. Gdy ten tylko wszedł do sali konferencyjnej, rozległy się gromkie brawa. Nic dziwnego, spotkanie z dziennikarzami przygotowali nieopierzeni studenci dziennikarstwa, na których z politowaniem spojrzeli tylko medialni wyjadacze. Pamiętam, że wówczas siedział obok mnie pokaźnych gabarytów ważniak z Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Słysząc brawa, ważniak zagadnął: a od kiedy to dziennikarze klaszczą na konferencjach?

(fot. Damian Pytlak)

Odpowiedź jest prosta: nie klaszczą. To się praktycznie nie zdarza. Ważny gość, który ma zaraz do nich mówić jest tylko jednym z wielu elementów ich pracy, a oni nie są pierwszym lepszym Kowalskim, pod którym nogi się uginają na widok vipa z prawdziwego zdarzenia. Po prostu, dziennikarz na konferencji nie klaszcze i basta.

A jednak zaklaskali. Głośno, gromko i donośnie. Owacje od nieszczędzących go w ostatnich dniach pismaków otrzymał Adam Nawałka, który żegnał się z kadrą narodową. Co warte podkreślenia, otrzymał te brawa już po raz drugi. Pierwszy raz dziennikarze nagrodzili go owacją na stojąco po historycznym zwycięstwie nad Niemcami. Ten pamiętny mecz i fala międzynarodowych sukcesów, jaka potem zalała nasz kraj, same przez się potwierdzają, że najzwyczajniej w świecie Adam Nawałka zasłużył na to, by otrzymać brawa po raz drugi. Tym razem na pożegnanie z kadrą.

Konia z rzędem temu, kto przypuszczał, że były trener Górnika Zabrze zrobi z polską kadrą porządek i zrobi z niej przeciwnika zdolnego przeciwstawić się każdej potędze i bez wątpienia – jedną z najlepszych drużyn w Europie. Sądzę, że koń dalej pozostanie mój, że o rzędzie nie wspomnę. W 2013 roku najzwyczajniej w świecie nie było Polaka, który mógłby przypuszczać, że nadchodzą tłuste lata dla polskiej piłki. Przecież wówczas nasza reprezentacja była synonimem groteski, żenady i najlepiej określa ją gif z Kamilem Grosickim w roli głównej, który po meczu z Japonią stał się hitem piłkarskiej części Internetu. Dobry Boże, przecież wtedy zdolna do zapakowania nam bramki była reprezentacja San Marino! Na ławce trenerskiej zasiadał człowiek z przypadku, który zastąpił analfabetę! Po boisku biegały farbowane lisy, a kibice wraz z nimi na widłach z kraju chcieli wynieść nawet rodowitych Polaków. Bo swoją radosną twórczością boiskową przynosili wstyd krajowi. I taką bandę ancymonów przejął Adam Nawałka. Jak było dalej – wiemy wszyscy doskonale. Nawałka okazał się być właściwym człowiekiem na właściwym miejscu. Swoimi decyzjami (fakt, że nie zawsze słusznymi) wypracował polskiej piłce pozycję, jakiej ta nie miała od czasów Kazimierza Górskiego (co oczywiście nie oznacza, że kadra Nawałki dorównała reprezentacji legendarnego szkoleniowca).  Z polskich kopaczy, zrobił piłkarzy. Bóg jeden wie, ilu grajków trener Adam przetestował w ciągu ostatnich pięciu lat. My wiemy jedno – było warto. Bo w końcu naród rozkochany w futbolu miał powody do dumy. Wiedzieliśmy, że kibicowanie naszym na Euro ma sens. Bo grali pięknie, skutecznie i z polotem. Stanowili orkiestrę, którą bezbłędnie dyrygował Nawałka.

Tak było aż do pamiętnego meczu z Danią, która wpieprzyła nam aż 0:4. Coś się zaczęło psuć. Jednak w myśl zasady „in Adam we trust” byliśmy dobrej myśli. Czas pokazał, że zupełnie niepotrzebnie, bo łomot jaki dostaliśmy na mundialu spowodował, że my – jako kibice – cofnęliśmy się o pięć lat wstecz. My – nie piłkarze. Jasne, oni dali niemiłosiernie ciała. Oni na czele z Nawałką odpowiadają za mundialowi blamaż. Oni w końcu zostali przez nas zbluzgani, zmieszani z błotem i opluwani. Myśląc, że przeklinamy kadrę z ery Fornalika czy Franza, zapomnieliśmy, że pomyje wylewamy na tych (skądinąd dalej uważam, że ich wylewanie nie jest niczym dziwnym w obliczu mundialowego wpieprzu), których przecież pokochaliśmy. I na tego, który przez pięć lat dostarczał nam jako wódz naszych orłów tony radości. Na koniec wziął cały gnój, którym go oblano, na klatę, odpowiedzialność na barki i powiedział: przepraszam, jestem tylko człowiekiem – nie udało się. I poniósł odpowiedzialność. Wierzę, że z korzyścią dla polskiej piłki. Bo przecież po erze Adama Nawałki polska piłka ma niezwykły potencjał, by te korzyści mnożyć. I to jest właśnie największy sukces ustępującego selekcjonera – wyprowadzenie naszego futbolu na prostą. Nie udało się to Janasowi, Beenhakerowi, śmiesznemu Smudzie, Fornalikowi. Zadaniu podołał gość, na którego nie liczył nikt. A dziś? Dziś liczymy wszyscy, że wyjdziemy z dołka i będzie jeszcze lepiej. Bo zostały odsłonięte perspektywy. I za to wielkie brawa dla Pana Trenera. Nie tylko od pismaków. Cały kraj niech klaszcze do wyboru następcy Adama Nawałki. Bo mimo błędów, które popełnił przecież nieraz, chłop zasłużył na to jak nikt inny. Brawo, trenerze! Dzięki za wszystko! Polska piłka wciąż jest w grze. Cześć!

Jakub Strzelka

Leave Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress