Bohemians — Kangury z Pragi

W naszej rodzimej Lotto Ekstraklasie wiele klubów ma maskotki pochodzące od zwierząt, kilka ma zwierzęta w herbach, ale jednak żaden nasz rodzimy klub nie dorównuje pod tym względem czeskiemu Bohemians Praha. Ten założony 1905 roku klub swoje logo, maskotkę i przydomek zawdzięcza tournee, które piłkarze odbyli 1927 roku po Australii, na jego zakończenie otrzymali w prezencie dwa kangury, które zostały później przekazane do praskiego zoo.
Ciekawa historia, ale to nie wszystko, przez pewien czas w czeskiej 1 lidze, odpowiedniku naszej ekstraklasy, grały dwa różne zespoły Bohemians Praha. Wszystko zaczęło się w 2005 roku, kiedy to będące na skraju bankructwa Bohemians sprzedało prawa do nazwy i herbu klubowi FC Střížkov Praha 9, który od tego czasu zaczął posługiwać się nazwą Bohemians Praha. Więcej w na ten temat dowiecie się z tego materiału. Obecnie FK Bohemians Praha, bo pod taką nazwą występował ten drugi klub, nie posiada drużyny w rozgrywkach, wycofana została on w 2016r, jednak jak podają na swojej stronie internetowej nadal są aktywni.

Wracając jednak do oryginalnego Bohemians, grają oni na urokliwym stadionie zwanym „Ďolíček”, obecnie jego maksymalna pojemność to 5000 osób, ale w przeszłości bywała większa. Rekord Frekfencji przypada na mecz otwarcia, 27 marca 1932 aż 18 tysięcy widzów oglądało – derby Bohemians ze Slavią. Pojedynki Kangurów z Slavią nazywane „Derbami Vršovic” od nazwy dzielnicy, gdzie znajdują się oba kluby, są one uważana za drugie najbardziej prestiżowe derby w Pradze. Te najbardziej prestiżowe to pojedynki Slavii ze Spartą. Sam stadion odstaje mocno od tych, jakie obecnie mamy w naszej najwyższej klasie rozgrywkowej, jednak nie przeszkadza to w oglądaniu meczów. Atmosfera na nim jest naprawdę wyjątkowa.

Jak znalazłem się na Ďolíčku.

Sprawa jest dość ciekawa, wyjazd służbowy niezwiązany ze sportem zmusił mnie do opuszczenia 30. kolejki Lotto Ekstraklasy i udania się do Pragi, aby umilić sobie tę stratę, postanowiłem znaleźć jakiś mecz w stolicy Czech. Tak się złożyło, że w niedzielę 8.04.2018 o 18:00 odbywał się mecz Bohemians Praha z Viktorią Pilzno. Data i godzina mi pasowały, więc przystąpiłem do zakupu biletu. Tutaj czekała mnie pierwsza niespodzianka, jest to naprawdę proste, trzy kroki i stałem się szczęśliwym posiadaczem biletu. W przeciwieństwie do zakupów biletów w Polsce tutaj niepotrzebne są żadne dane, żadnych numerów PESEL, czy innych takich. Jedyną informacją, jaką musiałem podać, był mój adres emai, na który przyszedł bilet w wersji elektronicznej.

Drugim zaskoczeniem był widok kibiców Viktorii, którzy pili sobie piwko w knajpie przed stadionem, widok nie często spotykany u nas. Większość z nich zasiadła na trybunie gości, ale kilka osób w Barwach klubu z Pilzna siedziało razem z fanami gospodarzy. Przed meczem była bardzo wielka mobilizacja kibiców, co zaowocowało pełnym stadionem, a Kangury, zagrały fenomenalny mecz, pokonując faworyzowanych gości 5 do 2. Warto obejrzeć skrót tego spotkania, bo bramki padały naprawdę piękne, a dogodnych sytuacji było jeszcze więcej.

To było trzecie zaskoczenie, przed meczem nie miałem, żadnych oczekiwań, o zobaczyć mecz i tyle, ale od momentu jak już znalazłem się na stadionie, ogarnęła mnie ta cała atmosfera. Popędziłem do sklepu klubowego, zakupiłem szalik i z nim na szyi mogłem udać się z czystym sumieniem na trybunę. Co ciekawe, większość kibiców przed meczem odwiedza sklep klubowy w celu zakupienia programu meczowego, jak i dodatkowych gadżetów, by zrobić tam zakupy, musiałem odstać swoje w kolejce.
Mimo że czeskiego za bardzo nie rozumiem, wiele przyśpiewek jest zbliżona do tych znanych z polskich stadionów. Pojawiły się nawet kilka razy te, które u nas są często standardem, jedna skierowana do kibiców przyjezdnych z pytaniem, czemu tak cicho dopingują swój zespół, a druga sugerująca, żeby strzelać gole z „zakrętu”.

W przerwie spotkania odbył się mecz pomiędzy drużynami trampkarzy Bohemians i Viktorii, oczywiście z pełnym dopingiem kibiców obu zespołów, w tym przypadku w 100% kulturalnym, po zakończeniu tego spotkania młodzi piłkarze podbiegli pod trybuny zajmowane przez kibiców i podziękowali im za doping. W drugiej połowie ultrasi gospodarzy zaprezentowali oprawę, do której odpalili też kilka rac, prezentował się ona ładnie, jednak muszę przyznać, że nie umywa się ona do opraw prezentowanych w Polsce. Po końcowym gwizdku zapanowała ogromna radość na, która trwała jeszcze przez kolejne 20 minut.

Opuszczając stadion, zdałem sobie sprawę, że zdarłem gardło, moim zdaniem ten mecz był fantastyczną reklamą czeskiej piłki.

Waldemar Ignaciuk

Leave Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress