6 wniosków po Lidze Narodów siatkarzy

Dobiegł końca pięciotygodniowy maraton meczowy i latania po świecie w lidze narodów siatkarzy. Każdy zespół rozegrał po 15 spotkań grając systemem każdy z każdym. Polscy siatkarze zanotowali bilans 11 zwycięstw i 4 porażek i zdobyli kwalifikacje do Final Six w Chicago, które już za 10 dni. Warto jednak podsumować ten etap sezonu i pokusić się o kilka wniosków.

1. Liga Narodów jest bardziej potrzebna działaczom niż reprezentacjom.

15 spotkań do rozegrania w pięć tygodni. Do tego częsta zmiana stref czasowych a także przepisy dotyczące składów drużyn. Siatkarscy działacze co roku „udoskonalają” rozgrywki…zapominając o samych siatkarzach. Nic dziwnego, że selekcjonerzy traktują te zawody jako poligon doświadczalny dla młodych, wchodzących do kadry zawodników a największe gwiazdy w tym czasie regenerują się po ciężkim sezonie ligowym przygotowując na najważniejszy turniej w roku.

2. Dla Vitala Heynena wynik w lidze narodów nie ma żadnego znaczenia.

Rekordowa liczba 26 zawodników, która wzięła udział w tegorocznych rozgrywkach mówi sama za siebie. A do tego trzeba doliczyć Bartosza Kurka, który pewnie zagrałby gdyby nie kontuzja. Nasz selekcjoner traktuje te rozgrywki typowo szkoleniowo i tylko on sam wie w jakiej konfiguracji zagra dzisiaj nasza reprezentacja. Przeciwnik po drugiej stronie siatki? Bez znaczenia. Belg ma „swój świat”.

3. Siatkarskie wariactwo, ale czy za wszelką cenę?

Nie było reprezentacji, która grałaby tak szerokim składem a szóstka była zmieniana co mecz. To z pewnością pokazuje nasz potencjał ludzki a inni mogą nam zazdrościć, ale czy nie warto o trochę logiki w tym szaleństwie? Jestem jak najbardziej za tym aby liga narodów służyła nabieraniu doświadczenia przez młodych kadrowiczów, dawała trenerowi materiał szkoleniowy. Pewnie! Nie jestem natomiast do końca przekonany aby zmienianie wyjściowego składu co mecz i to w konfiguracji w której nigdy wcześniej ani nigdy więcej nie zagramy było do końca słusznym rozwiązaniem.

4. Momentami oczy bolały od patrzenia na naszą grę

Siatkarska liga narodów jest trudnym, specyficznym i bardzo wymagającym turniejem. A w szczególności dla polskich reprezentantów. Rozgrywki zaczynają się niedługo po zakończeniu sezonu ligowego a część kadrowiczów przyjeżdża na konkretny turniej „z wakacji” w dodatku bez treningu. I niestety było to widać po grze naszych zawodników. Proste błędy a także często szarpana i nierówna gra była częstym obrazkiem w grze mistrzów świata.

5. Kilku graczy zaplusowało a niektórzy delikatnie rozczarowali.

Obiektywnie rzecz biorąc ciężko rzetelnie ocenić naszych reprezentantów po tych 15 rozegranych spotkaniach. Liga narodów to rozgrywki specyficzne i trudno też o daleko idące wnioski. Sam selekcjoner jest też specyficzny pod tym względem i trudno stwierdzić jak podejdzie do oceny gry poszczególnych kadrowiczów. Nie da się jednak ukryć, że część z nich pozostawiła po sobie dobre wrażenie i w tej grupie są m.in. Bartosz Kwolek, Marcin Komenda czy Aleksander Śliwka, którzy wyróżniali się na przestrzeni całych rozgrywek i na pewno umocnili swoją wartość jak w przypadku Kwolka i Śliwki a nasz rozgrywający pokazał, że wcale nie musi być tym „młodym, utalentowanym”. Nie da się jednak ukryć, że poszczególni kadrowicze nie pokazali najwyższej formy i liczono po nich na więcej. A pierwszym takim zawodnikiem jest z pewnością Bartosz Bednorz. Ten 25-letni siatkarz po sezonie w czołowym klubie ligi włoskiej – Modenie po którym zebrał dobre recenzje na pewno liczył na więcej. Tym bardziej, że nie zagrał on na Mistrzostwach Świata we Włoszech i zapewne miał coś do udowodnienia. Przede wszystkim Heynenowi.

6. Do Chicago po doświadczenie i… medal.

Można powiedzieć, że w sezonie reprezentacyjnym siatkarzy są turnieje ważne i mniej ważne. I finałowy turniej w Chicago bez cienia wątpliwości należy do rozgrywek tej drugiej kategorii. Dlatego też do Stanów poleci zapewne kadra zawodników, która walczy o ugruntowanie swojej pozycji w 14-stce na turniej kwalifikacyjny w Gdańsku bądź stanowi szerokie zaplecze kadry. Krótko mówiąc będziemy grać rezerwami. Jeśli nie rezerwami rezerw. Chyba nawet bardziej to drugie. Spotkamy się tam z czołówką światową, która też niekoniecznie musi grać swoimi najmocniejszymi szóstkami. Dlatego też ten turniej ma służyć ogrywaniu tych jeszcze mniej doświadczonych na wysokim poziomie i zbieraniu przez nich cennego doświadczenia. Co nie zmienia jednak faktu, że taka firma jak reprezentacja Polski zawsze powinna grać o medale niezależnie od składu i charakteru turnieju. To jest po prostu nasz obowiązek.

Wojciech Głowacki

 

Leave Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress