3 grzechy główne w meczu z Włochami

Od spotkania z Italią w Bolonii minął miesiąc. Od tego czasu Włosi zrobili ogromny postęp w przeciwieństwie do podopiecznych Jerzego Brzęczka, który w roli selekcjonera wciąż czeka na pierwsze zwycięstwo. Póki co powodów do optymizmu jak na lekarstwo, by nie powiedzieć wcale.

1. Za mała liczba zawodników zaangażowanych w akcje ofensywne

Co tu dużo mówić – każdy atak Biało Czerwonych kreowało dwóch, trzech, w porywach czterech reprezentantów. Mała liczba piłkarzy z przodu sprawiała, że w ofensywie brakowało płynności i szybkości rozegrania. Lepiej sprawa miała się podczas kontrataków. W tym aspekcie gry, podobnie zresztą jak za kadencji Adama Nawałki, Polacy czują się najlepiej, ale tutaj pojawia się kolejny problem – skuteczność. A raczej jej brak.

System z dwójką napastników nie funkcjonuje tak, jak powinien. Nieważne, czy partnerem Roberta Lewandowskiego jest Krzysztof Piątek czy Arkadiusz Milik. Brakuje zrozumienia. „Te dwie porażki pokazały, ile pracy jest przed nami. Mamy problemy w tym systemie – nie jest łatwy, zawodnicy są nieprzyzwyczajeni, a czasu na zgrupowaniu mało. Przy tej klasie zawodników nasze błędy były bezwzględnie wykorzystywane” – powiedział po meczu selekcjoner dając do zrozumienia, że zmiana ustawienia jest niecierpiąca zwłoki.

2. Obrona jak szwajcarski ser

Problem, który trapi drużynę narodową jeszcze z czasów kwalifikacji do mistrzostw świata. W grupie eliminacyjnej więcej bramek od biało-czerwonych straciły tylko Armenia i Kazachstan, a z drużyn zakwalifikowanych do rosyjskiego czempionatu z pierwszych miejsc na Starym Kontynencie, nikt. Przyszedł mundial, a na nim obraz katastrofy dopełnił się podczas fatalnych meczów z Senegalem i Kolumbią. Ostatnie spotkanie z czystym kontem to – o ironio! – mistrzostwa świata i zwycięstwo nad Japonią.

Od tamtego czasu, Polska w każdym meczu traciła przynajmniej jednego gola (1:1 i 0:1 z Włochami, 1:1 z Irlandią, 2:3 z Portugalią). Wiele powodów do zmartwień przynosi także pozycja lewego obrońcy. W obliczu kontuzji Macieja Rybusa, na lewej flance selekcjoner stawia na Arkadiusza Recę. Przypomnijmy, Reca w bieżącym sezonie w barwach Atalanty rozegrał oszałamiające 90 minut. Brak rytmu meczowego uwidocznił się w dzisiejszym spotkaniu, gdzie większość akcji ofensywnych Włoch była konstruowana na stronie 23-latka, który delikatnie mówiąc, nie zawsze nadążał.

3. Brak lidera w środku pola

Uraz Grzegorza Krychowiaka i nadmiar żółtych kartek Mateusza Klicha mocno pokrzyżowały plany trenera Brzeczką. Będąc poniekąd pod ścianą desygnował do gry tercet Linetty – Góralski – Szymański. Jak wyszło? Wymownym jest fakt, że z wspomnianej trójki, tylko Karol Linetty wyszedł na drugą połowę meczu.

Od pierwszego gwizdka arbitra Skominy, Polacy oddali inicjatywę w środku pola, co skrzętnie wykorzystywali Włosi co rusz bombardując biało-czerwonych atakami. Brak spokoju, wręcz paraliż jeśli chodzi o konstruowanie akcji. Piłka sprawiała wrażenie nagrzanej do temperatury wrzenia będąc pod nogami polskich zawodników, bowiem nie potrafili utrzymać jej dłużej w posiadaniu. Selekcjoner musiał reagować. W przerwie w miejsce Damiana Szymańskiego i Jacka Góralskiego posłał na plac gry dwóch skrzydłowych – Jakuba Błaszczykowskiego oraz Kamila Grosickiego. Wniosek? Reprezentacja Polski nie umie/nie chce umieć* grać w systemie bez zawodników oskrzydlających. (*ocenę pozostawiam Wam)

Z najwyższą dywizją Ligi Narodów prawie na pewno się żegnamy. Szkoda, ale w pełni zasłużenie. Brak argumentów zarówno z przodu jak i z tyłu równa się mizerna gra. Przed selekcjonerem sporo pracy. Owocnej, miejmy nadzieję.

 

Jan Broda

Leave Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress