Debiutant udanie pożegnał Sobolewskiego

Coś się kończy, coś zaczyna. Radosław Sobolewski odchodzi z Wisły Kraków i będzie trenerem jej imienniczki z Płocka. Do zespołu „Białej Gwiazdy” świetnie wprowadził się za to Chuca, który zdobył zwycięską bramkę w meczu z Górnikiem Zabrze.

To spotkanie kończyło trzecią kolejkę PKO Ekstraklasy. Długo się rozkręcało, ale końcówka była naprawdę fenomenalna i zakończona happy endem dla Wisły, która zdobyła pierwszą bramkę w sezonie.

Wisła zaczęła agresywnie. Wysoko podeszli do rywali, ale ten pressing nie przekładał się na dobre sytuacje. Najlepszą okazją „Białej Gwiazdy” było uderzenie z daleka Denysa Bałaniuka w 8. minucie. Stało się tak dlatego, bo krakowianie szybko spuścili z tonu i im dłużej trwał mecz, tym lepiej grał Górnik. Już po kwadransie gry, podopieczni Marcina Brosza mieli pierwszą okazję, ale Juan Bauza uderzył niecelnie sprzed pola karnego. 20 minut później, jego drużyna zdobyła nawet bramkę, ale nie została ona uznana. Łukasz Wolsztyński podał prostopadle do Igora Angulo. W polu karnym Hiszpan oddał piłkę swojemu koledze, a ten umieścił piłkę w siatce. O ile przy tym podaniu było wszystko w porządku, to po weryfikacji VAR okazało się, że przy pierwszym zagraniu, król strzelców z poprzedniego sezonu był na spalonym.

Pierwsze 45 minut nie było zbyt pasjonujące. Sytuacji było bardzo mało. Niestety druga połowa wyglądała podobnie. Momentami ciężko oglądało się ten mecz, choć gra była odrobinę bardziej dynamiczna. Długo jednak trzeba było czekać na dobre sytuacje, a ciekawiej zrobiło się dopiero po upływie godziny gry. Odrobinę wcześniej, po rzucie rożnym, głową, w poprzeczkę trafił Bałaniuk. Paweł Brożek próbował jeszcze dobijać, ale niecelnie. W odpowiedzi, Górnik wyprowadził groźną kontrę, po której znowu umieścił piłkę w siatce, ale ponownie arbiter dopatrzył się spalonego. Tym razem dobre podanie od Jesusa Jimeneza otrzymał Wolsztyński i w sytuacji sam na sam pokonał Michała Buchalika. Ten gol też jednak nie mógł zostać uznany. Później bliżej zdobycia bramki była Wisła. Potrafiła pokazać to co w poprzednim sezonie. Szybkie koronkowe akcje. Po jednej z nich oko w oko z bramkarzem stanął Jean Carlos Silva, ale górą w tym pojedynku był Martin Chudy. Na kwadrans przed końcem regulaminowego czasu gry, Słowak był już bezradny, ale uratował go słupek. Tym razem Brożek świetnie obsłużył Krzysztofa Drzazgę, który wyprzedził obrońcę i też stanął naprzeciw bramkarza, ale trafił w obramowanie bramki. W doliczonym czasie gry, napastnik Wisły jeszcze raz znalazł się w podobnej sytuacji. Próbował lobować rzucającego się golkipera, ale przelobował też bramkę. Chwilę wcześniej dwie dobre sytuacje miał Górnik. Po rozegraniu rzutu rożnego, huknął Paweł Bochniewicz, ale Maciej Sadlok wyręczył Buchalika i wybił piłkę. W kolejnej akcji, już sam bramkarz Wisły obronił strzał z daleka Daniela Ściślaka.

„Biała Gwiazda” doczekała się jednak swojej wielkiej chwili. W ostatniej akcji meczu, do siatki trafił nowy zawodnik drużyny z Reymonta, który pojawił się na boisku w 71. minucie. Po pięknej, zespołowej wymianie piłki, trafiła ona do Hiszpana, na prawą stronę pola karnego. Uderzył on po ziemi, z pierwszej piłki w długi róg i zapewnił pierwsze w sezonie zwycięstwo swojemu zespołowi.

Wisła Kraków – Górnik Zabrze 1:0 (0:0)

Bramki: 90+4’ Chuca

Żółte kartki: Janicki, Klemenz – Bainović, Bochniewicz, Matras, Jimenez

Sędzia: Jarosław Przybył (Kluczbork)

Widzów: 15 007

Wisła: Buchalik – Niepsuj, Janicki, Klemenz, Sadlok –Wojtkowski, Basha (55’ Savicević), Jean Carlos, Mak (71’ Chuca) – Bałaniuk (58’ Drzazga), Brożek

Górnik: Chudy – Sekulić, Wiśniewski, Bochniewicz, Janża – Bauza (55’ Matras), Manneh (63’ Ściślak), Bainović, Jimenez – Wolsztyński (75’ Kopacz), Angulo

Michał Przybycień

Michał Przybycień

Read Previous

Zwycięstwo Jakobsena w cieniu tragedii na 3. etapie Tour de Pologne

Read Next

Comarch Cracovia – AZ Hawierzów

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *