Rosja – największy wygrany mundialu?

Plaga kontuzji, fatalna passa meczów bez zwycięstwa oraz wielka presja – tak malował się obraz reprezentacji Rosji przed rozpoczęciem mundialu. Na przekór wszystkiemu i wszystkim Sborna awansowała do ćwierćfinału odprawiając do domu Hiszpanię. Apetyt rośnie w miarę jedzenia i nikt nie zamierza na tym poprzestawać, tym bardziej, że drabinka turnieju ułożyła się w wymarzony sposób.

Rosja dostąpiła zaszczytu organizacji XXI mistrzostw świata w piłce nożnej. No dobra, zaszczyt to może nie jest najbardziej adekwatne słowo, zważywszy na dochodowość tych imprez. Mundial został przyznany Rosjanom – zostańmy przy takiej wersji. Stadiony, infrastruktura z nimi związana, otoczka, bezpieczeństwo nad którym piecze sprawuje Putin… co może pójść źle? Źle szło jedynie w – mówiąc kolokwialnie – harataniu w gałę. Ale na szczęście dla nich samych i z tym uporali się w porę.

***

Październik 2017. Rosja pokonuje przed własną publicznością 4:2 Koreańczyków z południa. Wtedy jeszcze w największym państwie świata nikt nie wiedział, że w kolejnych siedmiu meczach reprezentanci ich kraju nie będą w stanie zwyciężyć. A co gorsza, w międzyczasie dojdą kolejne problemy.

Po kompromitującym EURO 2016, na zasłużoną reprezentacyjną emeryturę przeszły filary rosyjskiej defensywy – Siergiej Ignaszewicz oraz bracia Wasilij i Aleksiej Bierezucki. Z kadrą pożegnał się również ówczesny selekcjoner, niejaki Leonid Słucki. Jego miejsce zajął dobrze znany polskim kibicom, z pracy w warszawskiej Legii rzecz jasna, Stanisław Czerczesow. Nowy trener miał za zadanie jak najlepiej przygotować zespół do mundialu organizowanego na własnej ziemi.

Zaczął od zmiany ustawienia na grę z trójką nominalnych obrońców i dwóch wahadłowych biegających na całej długości boiska. Jako wykonawców mianował Wiktora Wasina, Georgija Dżikiję, kończąc na Rusłanie Kambołowie. Pech chciał, że wszyscy trzej doznali urazów – mniej lub bardziej poważnych – lecz wykluczających ich z gry na mundialu. Bezradny Czerczesow zwrócił się do staruszka Ignaszewicza (bo jak inaczej nazwać 39-letniego piłkarza?), by wrócił z emerytury i pomógł jego drużynie na zbliżających się wielkimi krokami mistrzostwach. Zgodził się i od razu został podporą obrony. Wymowne.

To nie koniec. Aleksandr Kokorin, który w zamyśle Czerczesowa miał być głównym motorem napędowym zespołu, w marcu pechowo zerwał więzadła krzyżowe. Cała koncepcja budowy drużyny waliła się niczym domek z kart, a czas upływał nieubłaganie.

***

Jeśli cały naród drży o wynik konfrontacji z Arabią Saudyjską, która – delikatnie mówiąc – do piłkarskich tuzów nie należy, to świadczy to jedynie o słabości reprezentacji. Dość powiedzieć, że Rosja przystępowała do mundialu jako najniżej notowana nacja w rankingu FIFA. I weź tu cholera bądź optymistom.

Obawy zostały jednak rozwiane w tempie ekspresowym. Na oczach całego świata w meczu otwarcia Rosjanie rozbili Arabię 5:0. Mało? 3:1 w starciu z Egiptem i zapewnienie sobie wyjścia z grupy. Euforia w państwie związana z znakomitymi rezultatami Sbornej udzieliła się każdemu bez wyjątku. Wierzono nawet w zdobycie Pucharu Świata.

Nastroje ostudził zimny prysznic od Urugwaju. Podopieczni Oscara Tabareza dość gładko zapakowali trzy bramki Igorowi Akinfiejewowi. Gra jednego zawodnika mniej przez większość meczu, rotacje w składzie oraz rozluźnienie spowodowane pewnym awansem do 1/8, w mniejszym lub większym stopniu, wpłynęły na dyspozycję zawodników Czerczesowa. Mimo wszystko, nieco brutalna weryfikacja.

Ale… kto by się tym przejmował? Rosjanie mieli to, czego chcieli – wyjścia z grupy. Kolejnym rywalem Sbornej okazała się Hiszpania. Hiszpania, która przez 120 minut nie zdołała przebić się przez postawione przed rosyjską bramką zasieki.

Zadecydowały rzuty karne. Akinfiejew broni dwie jedenastki. Rosja wśród ośmiu najlepszych drużyn świata. Niesłychane.

W ćwierćfinale czeka rozpędzona Chorwacja. Faworyt tej konfrontacji znów wydaje się być oczywisty. Ciąg dalszy nastąpi.

***

Panie Czerczesow, chapeau bas! Zrobić coś z niczego lub – jak kto woli – prawie niczego to nie

lada sztuka. Rosjanie to ścisła czołówka turnieju, jeśli chodzi o przechwyty, przegrywają niewiele pojedynków w obronie i właściwie w każdym ze wskaźników znajdują się w czołowej piątce zespołów, które grają dalej jeśli chodzi o defensywę. Nie do pomyślenia, mając w głowie problemy przed rozpoczęciem mistrzostw.

Dodajmy do tego świetnie dysponowanych Dziubę, Czeryszewa i Gołowina, ostoję w bramce w postaci Akinfiejewa oraz atut gry na własnym podwórku. Co otrzymamy? Ćwierćfinał mistrzostw świata.

 

Jan Broda

Redakcja Sports Expression

Read Previous

Wisła została bez stadionu

Read Next

Cała Polska klaszcze Nawałce

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *