Niespełniony sen o potędze

Lato 2016 – Polska dociera do ćwierćfinału mistrzostw Europy, gdzie zostaje pokonana przez przyszłego tryumfatora rozgrywek, Portugalię. 0 przegranych meczów w regulaminowym czasie gry, żelazna defensywa (w pięciu meczach tylko dwie stracone bramki), organizacja gry na najwyższym poziomie. Wydawało się, kadra Nawałki nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa, a to co najlepsze, jest dopiero przed nią.

8 października 2017 – Polacy przypieczętowują awans do mundialu wygraną 4:2 nad Czarnogórą. Zwieńczone sukcesem eliminacje przyćmiewają kilka istotnych problemów reprezentacji. Po pierwsze, zbyt duże uzależnienie postawy zespołu od jednego zawodnika (Robert Lewandowski królem strzelców kwalifikacji, 16 z 28 bramek jest jego dziełem). Po drugie – defensywa. W grupie eliminacyjnej więcej bramek od biało-czerwonych straciły tylko Armenia i Kazachstan, a z drużyn zakwalifikowanych do rosyjskiego czempionatu z pierwszych miejsc na Starym Kontynencie, nikt.

24 czerwca 2018 – Podopieczni Adama Nawałki po zaledwie dwóch spotkaniach pakują walizki w drogę powrotną. Dwa mecze, tyle samo porażek, jedna zdobyta bramka i aż pięć straconych. Problemy zamiatane pod dywan uderzyły ze zdwojoną siłą. Polska w fatalnym stylu żegna się z mistrzostwami.

Skończył się pewien etap.

***

Jeśli będziemy grali tak samo jak na Euro, to za dużo nie zrobimy.” – Zbigniew Boniek dla Weszło.

***

Problem w tym, że polska reprezentacja na mundialu w Rosji ani przez chwilę nie przypominała tej sprzed dwóch lat. Senegal i Kolumbia to nie są drużyny pokroju Irlandii Północnej czy Ukrainy. Zupełnie inny poziom. Niestety, my do tego poziomu w ogóle się nie zbliżyliśmy. Mundial brutalnie weryfikuje każdego, bez wyjątku.

Dla kadrowiczów operacja Rosja 2018 była egzaminem dojrzałości. Niestety, oblali i to na każdej płaszczyźnie – taktycznej, fizycznej, mentalnej.

Przyczyn blamażu jest wiele i nie sposób wymienić je wszystkie. Brak sprecyzowanego pomysłu na grę, dziecinne błędy w obronie, niewidoczny lider Lewandowski, pomyłki personalne Nawałki. Chodzą również słuchy, że na postawę piłkarzy miał wpłynąć klimat panujący w Soczi, gdzie byli skoszarowani na czas mistrzostw. Na chłodną analizę przyjdzie jednak czas.

Paradoksalnie regres – stopniowy, powolny i mało zauważalny – rozpoczął się od czasu jakże dla nas szczęśliwego Euro rozgrywanego na francuskich boiskach. Kariera kilku reprezentantów nie rozwinęła się tak, jak powinna.

Artur Jędrzejczyk zamienił Krasnodar na warszawską Legię i mocno obniżył loty.

Grzegorz Krychowiak kompletnie nie podołał oczekiwaniom w nim pokładanych w PSG, a następnie ze zmiennym szczęściem bronił barw West Bromwich Albion, z którym spadł z ligi.

Kamil Grosicki zapragnął transferu do wymarzonej Premier League. Spadł z niej i na dobre ugrzązł w Championschip z przeciętnym Hull.

Jakub Błaszczykowski przeszedł do Wolfsburga w celu regularnej gry. Nie dość, że zespół grał dużo poniżej możliwości, to Kuba częściej przebywał w gabinetach lekarskich aniżeli na murawie.

Dwa poważne zerwania więzadeł zahamowały rozpędzającą się karierę Arkadiusza Milika w Napoli.

Dość powiedzieć, że Krzysztof Mączyński na mundial nie pojechał.

O kontuzji Kamila Glika wspominać chyba nie muszę?

Polska słabła, Nawałka to widział. Musiał reagować. Każda drużyna potrzebuje zmian. Szukał świeżej krwi, eksperymentował z ustawieniem. I tutaj należy postawić pytanie, czy selekcjoner nie został ofiarą własnej koncepcji?

Jeżeli w meczach towarzyskich przed mundialem ćwiczysz formacje z trójką obrońców, by następnie w spotkaniu inaugurującym ustawić drużynę w zupełnie innym ustawieniu, to coś jest nie tak. Jeżeli puszczasz w bój jedenastu gości, którzy nigdy wcześniej nie grali ze sobą w takim składzie, to coś jest nie tak. Coś jest nie tak, gdy twój filar obrony jest w pełni zdrowy i od tygodnia trenuje z pełnym obciążeniem, a ty dajesz mu zagrać dziesięć minut przy stanie 0:3 dla przeciwników.

Mit nieomylności Adama Nawałki runął. To on wymyślił Mączyńskiego, to on dał szansę Milikowi, to on zaufał Jędrzejczykowi na lewej stronie, to on zrobił z Pazdana czołowego obrońcę reprezentacji. Selekcjoner wielokrotnie podejmował, wydawać by się mogło, bezsensowne i nie mające racji bytu decyzje. Każda z nich się obroniła. Do czasu. Bowiem mundial to inna para kaloszy. Nawałka dwoma porażkami stracił swój wizerunek nieomylnego profesjonalisty, na który pracował przez prawie pięć lat.

***

Zwykło się mówić, że przegrana jest gorsza od śmierci, ponieważ trzeba z nią żyć. Bzdura. Należy wyciągnąć odpowiednie wnioski i więcej nie powtarzać błędów z przeszłości – wiadomo, mało wyszukany frazes, ale parafrazując Michała Probierza, co nam jeszcze pozostało? Porażka uczy bardziej niż zwycięstwo.

Z pewnością musi dojść do (r)ewolucji pokoleniowej. Łukasz Fabiański, Łukasz Piszczek, Jakub Błaszczykowski – 33 lata. Michał Pazdan – 31. Kamil Glik, Kamil Grosicki, Robert Lewandowski – 30. Dla części z nich bez wątpienia mundial w Rosji był pożegnalnym turniejem w reprezentacyjnych barwach.

I tu wracamy do punkty wyjścia. Szkolenia młodzieży.

Islandia to najmniejsza nacja jak kiedykolwiek zakwalifikowała się do finałów mistrzostw świata. Populacja tego pięknego kraju liczy sobie 330 tys. osób, czyli tyle, ile zamieszkuje Lublin. W tym nie ma przypadku – ponad 800 trenerów z uprawnieniami UEFA, powstają pełnowymiarowe hale sportowe, boiska, orliki…

Belgia. Po klęsce w Euro 2000, Belgowie zdali sobie sprawę, że piłkarski świat im uciekł i czas na gruntowne zmiany. Przypatrzono się jak z młodymi zawodnikami współpracują silniejsze piłkarsko kraje, a następnie opracowano własny plan działania. Darmowe podstawowe kursy dla początkujących trenerów? Nie ma problemu. Współdziałanie akademii z lokalnymi szkołami oraz federacjami z najlepszymi szkołami sportowymi w państwie? Jak najbardziej. Granie wszędzie w takim samym systemie? Dajemy okejkę.

Gdzie jest Islandia i Belgia w obecnej chwili, każdy wie. My w tej materii zostaliśmy, delikatnie mówiąc, nieco w tyle. Dopóki nie zostanie przygotowany dokładny plan szkolenia młodzieży, dopóty występy kadry jak na Euro 2016 będą jedynie malutkimi łyżeczkami miodu w wielkiej beczce dziegciu. Bo jeśli my nie wychowamy sobie przyszłych reprezentantów, to kto za nas to zrobi?

Za chwilę rozpocznie się Liga Narodów, w perspektywie także eliminacje do Euro 2020. Życie toczy się dalej, a mundial to nie koniec świata. Jako naród mamy tendencję do życia przeszłością. Od nas jednak zależy, czy ciągle będziemy budować, czy dalej żyć porażką.

***

Występy Polaków na mistrzostwach świata najlepiej podsumował Jacek Laskowski: „Mamy mundial w 4K: Kolumbia, Kazań, klęska, a czwarte ‚k’ proszę sobie dopisać.” Komentarz zbędny.

 

                                                                                                                                                                                           Jan Broda

 

Redakcja Sports Expression

Read Previous

Mountainboard, czyli snowboard latem

Read Next

Tradycji stało się zadość, czyli kadra bez jakości

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *