Wspaniały Ronaldo, skuteczny Iran i męczarnie Urugwaju

Hat-trick Cristiano Ronaldo nie wystarczył, aby pokonać Hiszpanię. W Maroku jedyne co słychać, to zgrzyty zębów – pechowa porażka z Iranem. Miała być przebieżka, skończyło się na maratonie, czyli wyszarpane zwycięstwo Urugwaju nad Egiptem.

Zwycięstwo rodzone w bólach. Urugwaj wygrywa z Egiptem 1:0.

O wskazanie przed meczem faworyta konfrontacji Urugwaj-Egipt nie było trudno. To Urugwaj ma lepszych piłkarzy, to Urugwaj ma spore doświadczenie turniejowe, wreszcie to nie Urugwaj ma kontuzjowanego Salaha. O tym, jak wielki wpływ na grę Faraonów ma napastnik Liverpoolu mówić nie trzeba. Dość powiedzieć, że w eliminacjach miał udział w przy każdym z siedmiu goli w meczach, w których występował. Wymowne.

Już od samego początku spotkania żaden z elementów układanki Oscara Tabareza nie funkcjonował tak, jak powinien. Duet Vecino-Bentancur miał wyczyniać w środku pola cuda. No właśnie, miał. Obaj wspomnieni gentlemani spowalniali akcje, grali asekuracyjnie, bez polotu i werwy. Konstruowanie okazji strzeleckich przychodziło Urusom z wielką trudnością, a kiedy już udało im się podejść bliżej pod bramkę strzeżoną przez Elshenawiego – pudłowali. Sam Luis Suarez zmarnował aż trzy doskonałe szanse. Jak nie idzie to nie idzie.

Na pochwałę zasługuje organizacja w defensywie Egiptu. Faraonowie ustawiali się bardzo blisko siebie, pilnowali pozycji i umiejętnie przesuwali formacje. Hector Cuper doskonale przygotował swoich zawodników w obronie, lecz z przodu brakowało im już argumentów. Dużo szumu, mało konkretów. Z pewnością gra Egipcjan wyglądałaby inaczej, gdyby na murawie zjawił się Mohamed Salah. Tak się jednak nie stało, co zaważyło na ostatecznym rezultacie tego spotkania.

Ponad godzinne bicie głową w mur opłaciło się. Męczarnie Urugwajczyków w 90. minucie zakończył Jose Maria Gimenez. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego do piłki najwyżej wyskoczył i pokonał doskonale dysponowanego Mohameda Elshenawiego i jednocześnie dał upragnione trzy punkty Los Charruas.

Egipt – Urugwaj 0:1 (0:0)

Gimenez 90′

https://www.youtube.com/watch?v=LPzZa-Btx6I&feature=onebox

Niewykorzystane okazje się mszczą. Maroko 0:1 Iran.

Dla obu drużyn był to pierwszy mecz, a zarazem najważniejszy. Spotkanie o – mówiąc kolokwialnie – sześć punktów. Przegrany może już powoli szukać lotów powrotnych do domu, zwycięzca pozostaje w grze o marzenia.

Po ukończeniu kwalifikacji zarówno Maroko jak i Iran z optymizmem przystępowali do losowania grup. Pierwsi jako jedyna drużyna nie straciła bramki podczas eliminacji, drudzy koncertowo je wygrali. Losowanie nie było jednak dla nich pomyślne – będąc w jednej grupie z Hiszpanią i Portugalią, awans do fazy pucharowej jest rozpatrywany w kategoriach cudu.

Podopieczni Herve Renarda od pierwszych sekund spotkania wręcz rzucili się na Irańczyków. Marokańczycy atakowali z pasją, grając tak, jakby jutra nie było. Na ich niekorzyść zapomnieli równocześnie o istnieniu słowa ‚obrona’, gdyż ponieważ po prostu ich tam nie było. Irańczycy skrzętnie korzystali z luk w defensywie przeciwników, lecz nie byli w stanie zadać ostatecznego ciosu.

Im dalej w las tym gorzej. Radosny futbol zamienił się w dobrze nam znaną z ekstraklasowych boisk, popularną kopaninę. W momencie, w którym losy meczu wydawały się rozstrzygnięte, Iran zdobył bramkę. A właściwie to Marokańczyk Aziz Bouhaddouz, który po wrzutce z rzutu wolnego zachował się jak rasowy napastnik… tyle, że pod własną bramką! Maroko przez całe spotkanie konsekwentnie pracowało na trafienie, lecz koniec końców to powody do szczęścia mają tylko i wyłącznie Irańczycy.

Maroko – Iran 0:1 (0:0)

Bouhaddouz 90′ (sam.)

https://www.youtube.com/watch?v=rG6hK0eZ_Ys

Najlepszy mecz turnieju? Remis Hiszpanii z Portugalią 3:3

Jeszcze dwa dni temu jak grom z jasnego nieba gruchnęła informacja, że Julen Lopetegui pożegnał się ze stanowiskiem selekcjonera Hiszpanii. W telegraficznym skrócie – podczas zgrupowania wspomniany Lopetegui dogadywał się z Realem Madryt w sprawie jego pracy na Santiago Bernabeu od przyszłego sezonu. Nie spodobało się to tamtejszemu prezesowi federacji, Luisowi Rubialesowi, który o niczym nie miał pojęcia, wobec czego zdecydował się zwolnić szkoleniowca.

Słuszności tej decyzji nie będę komentował, ocenę pozostawiam Wam. Nowym trenerem La Furia Roja został legendarny Fernando Hierro. To, że niczego poza sferą mentalną zawodników zmienić nie mógł było oczywiste. Prawdziwym sprawdzianem dla Hiszpanów była konfrontacja z Portugalczykami.

Portugalczykami, którzy pod wodzą Fernando Santosa są bardzo wyrachowanym zespołem. Do bólu konsekwentni w defensywie i bezwzględni w ofensywie, czego dali pokaz przed dwoma laty zwyciężając EURO 2016. Od tamtego czasu kadra nie zmieniła się ani trochę i do czempionatu w Rosji podchodzą w roli cichego faworyta.

Odnośnie meczu mogę powiedzieć jedynie tyle – kto nie widział, ten gapa! Było dosłownie wszystko: piękne bramki, kuriozalne błędy, ostre faule i wielkie emocje do samego końca. Cristiano Ronaldo zdobywający hat-tricka, Diego Costa z dubletem, David De Gea wpuszczający farfocla… A zresztą – zobaczcie sami. Zaręczam Was, nie pożałujecie.

Portugalia – Hiszpania 3:3 (2:1)

Ronaldo 4′(P),44′, 88′ – Costa 24′, 55′, Nacho 58′

https://www.youtube.com/watch?v=4rp2aLQl7vg

Redakcja Sports Expression

Read Previous

Tęgie lanie Rosjan. Piątka wsadzona turystom z Arabii.

Read Next

Wielki wyczyn Garbarni

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *