FIBA MŚ 2019: Jesteśmy ósmą reprezentacją świata!

Zakończył się piękny sen, którego nigdy nie zapomnimy. Koszykarska kadra Mika Taylora świetnie zaprezentowała się w Mistrzostwach Świata rozgrywanych w Chinach. Awansowała do fazy pucharowej i grała praktycznie do ostatniego dnia turnieju.  Przegraliśmy z najlepszymi reprezentacjami tego globu i ogrywaliśmy lepszych od siebie w pięknym stylu. Szkoda, że ten sen nie trwał wiecznie. 

Przerośli nasze oczekiwania 
Wróciliśmy na koszykarski Mundial po 52 latach i przed mistrzostwami nikt nie mówił o czymś takim jak „ćwierćfinał”, studziliśmy optymizm, i staraliśmy się myśleć realnie. Dawano nam szanse na wyjście z grupy, i na tym się kończyło. W power-rankingu stworzonym przez FIBĘ, Polska usytuowana została na 16 miejscu (najniższym po wyjściu z grupy). Przed turniejem w Chinach, przegrywaliśmy praktycznie wszystko jak idzie, sparingi naprawdę nie były udane, co sprawiało, że kibice nie byli w najlepszych nastrojach przed pierwszym meczem mundialu z Wenezuelą. Później te nastroje poprawiały się z meczu na mecz. Po wygranej z Rosją dzięki, której wywalczyliśmy awans do fazy pucharowej turnieju kibice na całym świecie „dowiedzą się kim jest Mateusz Ponitka, AJ Slaughter i Damian Kulig, kim jest każdy z nas” – jak mówił przed meczem Mike Taylor. Tak było, bo turniej zakończyliśmy spotkaniem z największymi gwiazdami, kadrą USA. Ostatecznie cieszymy się z ósmego miejsca, o którym można mówić jako niesamowitym osiągnięciu „Biało-Czerwonych”.

Pierwsza faza grupowa
Wygrywanie Polaków rozpoczęło się od meczu z Wenezuelą, był to ogromnie ważny mecz, który trzeba było wygrać. Nie ma lepszego wejścia w turniej jak zwycięstwo, które ogromnie buduje morale drużyny. Pierwszy dzień Mistrzostw Świata zakończyliśmy z uśmiechem na twarzy, lecz za wcześnie było na świętowanie, kolejnym punktem, który trzeba było spełnić aby awansować do drugiej rundy było zwycięstwo z gospodarzem turnieju, Chinami. Przed meczem, wiedzieliśmy, że będzie to niesamowicie trudny mecz. Chińska publiczność bardzo niosła w każdym spotkaniu, ale tego dnia była przeciwko nam. Mecz zakończył się dogrywką, którą wygraliśmy trzema punktami nie tylko z zawodnikami, ale również z tragiczną tego dnia ekipą sędziowską, która jak mogła wspierała tutejszych.  Dwa zwycięstwa na start i pewny awans do drugiej rundy. Ostatni mecz z Wybrzeżem Kości Słoniowej był już tylko potyczką o komplet zwycięstw, i rozgrzewką przed drugą rundą.

Druga faza grupowa
Ku zaskoczeniu kibiców z całego świata do drugiej rundy, oprócz nas awansowała również Wenezuela, która niespodziewanie pokonała Chińczyków i odprawiła gospodarzy do rywalizacji o miejsca 17-32. Druga runda polegała na zlepieniu dwóch grup (w naszym przypadku A i B) i grze z zaliczeniem wyników osiągniętych w pierwszej fazie (czyli Polska nie grała drugi raz z Wenezuelą). Rywalami „Biało-Czerwonych” dwa niesamowicie trudne zespoły: Argentyna i Rosja. W pierwszej rundzie Rosja przegrała z Argentyną, więc to oni byli naszymi pierwszymi konkurentami. Spotkanie z Rosją było magiczne, przez większość czasu to „Sborna” prowadziła, ale wielkie serce i wola walki wyprowadziła Polaków w końcówce spotkania na prowadzenie i zwyciężyliśmy mecz, który dał nam „jedną nogę” w ćwierćfinał. „Drugą nogę” dołożyli za nas Argentyńczycy, którzy wygrali z Wenezuelą i podobnie jak my zagrali w ćwierćfinale. Niesamowita radość naszych kadrowiczów została ostudzona. Przed fazą pucharową czekał nas jeszcze mecz z Argentyną, który był dla nas lekcją pokory. Przegraliśmy wysoko i rozstawiono nas w ćwierćfinale z Hiszpanią.

Faza pucharowa
Jeszcze raz powtórzę słowo „ćwierćfinał”, bo jest to ogromny sukces Polaków, a więc w ćwierćfinale Hiszpania od samego początku przejęła inicjatywę, mimo chwilowych przebudzeń Polacy nie mogli odpowiedzieć na skuteczną grę Hiszpanów. Odpadliśmy z walki o złoto, ale nadal mogliśmy zakończyć ten turniej na 5 miejscu. W Szanghaju trzeba było pokonać Czechów, którzy byli taką samą sensacją turnieju, jak kadra Mika Taylora. Wcześniejsze sparingi przed mistrzostwami rozgrywaliśmy właśnie m. in. z Czechami, wtedy przegrywaliśmy. Tak było i tym razem, bo po dobrym i ciekawym meczu przegraliśmy różnicą dziesięciu punktów, i to Czesi zagrali o 5 miejsce. Nas czekało spotkanie z wybitną, ale rozczarowującą Reprezentacją USA, która podobnie jak my przegrała w ćwierćfinale, a później w meczu o miejsca 5-8 z Serbią.

Mecz o 7 miejsce
Na deser dostaliśmy zmaganie z gwiazdami NBA, Amerykanami którzy do kraju wrócą jako najgorsza drużyna USA w historii (jest to najgorsze miejsce kadry USA w MŚ), czemu by ich tak nie dobić bardziej? Spotkanie zaczęliśmy w standardowym składzie AJ Slaughter, Mateusz Ponitka, Aaron Cel, Adam Waczyński i Adam Hrycaniuk. Dla potwierdzenia wyższości Amerykanów podam również ich wyjściową piątkę: Derrick White (SA Spurs), Donovan Mitchell (Utah Jazz), Joe Harris (Brooklyn Nets), Harrison Barnes (SAC Kings) i Myles Turner (Indiana Pacers). Nie sprawdziłem tego, ale sądzę, że sam Mitchell może zarabiać (z koszykówki) więcej, niż cała pierwsza piątka naszej kadry, mimo to pojęliśmy walkę jak równy z równym. Pierwsza kwarta to jednak nerwowa gra Polaków, która pozwoliła oddać inicjatywę Amerykanom. Słaba skuteczność za trzy punkty spowodowała, że przegraliśmy pierwszą kwartę 28:14, a Mitchell po dobrym początku zakończył mecz z 16-stoma punktami i 10-cioma asystami. W drugiej kwarcie pokazaliśmy się z lepszej strony, ale nadal wysoko przegrywaliśmy 47:30. Kolejny etap gry należał do „Biało-Czerwonych”, doskonały Mateusz Ponitka (18pkt, 7zb), skuteczny Adam Waczyński (17pkt, 5 zb) oraz AJ Slaughter (15pkt, 4zb, 5ast) odrabiali straty, w pewnym momencie przegrywaliśmy tylko 7-mioma punktami. Trzecią kwartę wygraliśmy 25:16, ale w ostatniej części spotkania to Stany Zjednoczone przejęły mecz i dograli zwycięstwo do końca. Przegrana 84:76, ale mecz ten był bardzo dobry w wykonaniu Polaków, młodziutki Aleksander Balcerowski kończył akcję wsadem, podobnie jak Mateusz Ponitka w kontrataku, i doskonałym wejściu na Khrisa Middletona. Miejmy nadzieję, że ten niewiarygodny występ Polaków na Mistrzostwach Świata spowoduje, że koszykówka w naszym kraju nabierze większego zainteresowania wśród dzieci i młodzieży, wiele jednak zależy od rodziców. Nie wierzmy w stereotyp, że w kosza mogą grać tylko wysokie osoby, grać może każdy! Bez pracy nie ma kołaczy, a bez serca nie ma wyników co potwierdziła kadra Mika Taylora tym turniejem, w którym nawet w gorszych momentach potrafili sobie poradzić i swoim zaangażowaniem wyjść z twarzą po porażce. To był ostatni mecz „Biało-Czerwonych” w tych Mistrzostwach Świata. Mamy ósme miejsce, i piękną historię.

źródło zdjęcia: www.fiba.com

Joachim Kaźmierczak

Read Previous

FIBA MŚ 2019: O 7 miejsce zagramy z USA! Ostatni weekend turnieju w Chinach

Read Next

Na co stać polskie siatkarki?

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *